kreskówki
znalazłem niedawno stronę, wątpliwej co prawda legalności, na której można
pobrać sporo starych klasycznych kreskówek polskich, czechosłowackich i
radzieckich. Moja ulubioną bajką ze znalezionych na stronie jest Jeżyk we
mgle, kto dziś potrafi wycisnąć tyle efektów z klasycznej animacji na
celuloidzie?
link do strony: mults.spb.ru/mults/
uwaga wymagane podstawy rosyjskiego!

· 

o filmie juz wiele powiedziane zostalo, a niech i ja cos dodam.
b. ladne zdjecia (nie wiem, czyje), przyjemna muzyka (nie tylko przy napisach)
i kreskowki, ktore ewidentnie kojarza mi sie z polskimi bajkami. ale sam film
raczej dla cierpliwych, nie zmeczonych, i nie oczekujacych zbyt wiele. tez sie
na "b. wszechomogacym" lepiej bawilam.

muuzyka w filmach rosyjskich
Bardzo lubię piosenki z rosyjskich filmów. Podziwiam w rosyjskich twórcach
to, że nawet do głupiej kreskówki potrafili napisać wspaniałą piosenkę (np.
goluboj Wagon w Czeburaszce, mogę podrzucić komuś na skrzynkę). A muzyka do
Trzech Muszkieterów z Bojarskim, albo do takiej fajnej bajki na podst.
opowiadania Priestleya "31 czerwca", ktoś pamięta? A z nowszych np. Brat
albo Bandycki Petersburg (sam film mi się nie podoba, ale muzyczka na
początku powoduje, że leję łzy!). Czemu u nas jakoś na takie sprawy nie
zwraca się raczej uwagi? Scieżki dźwiękowe do polskich filmów raczej nie są
najlepsze, a przecież to niesamowita część zysków dla producentów! Jedyny
poslki tzw. soundtrack, jaki mam, to płyta Varius Manx z Młodych Wilków
(chociaz film beznadziejny). Może jakaś dyskusja?

TV4 zaplaci za FUTURAMe
Z Rzeczpospolitej:
"Polskie Media zapłacą 10 tys. zł za brutalną kreskówkę w TV4
To nie była bajka
W społeczeństwie polskim kreskówki kojarzone są ze światem baśni i legend i z
takim odbiorem powinien liczyć się nadawca telewizyjny. Tak stwierdził w
uzasadnieniu wyroku Sąd Okręgowy Gospodarczy w Warszawie, który oddalił
wczoraj odwołanie spółki Polskie Media od decyzji przewodniczącego KRRiTV o
ukaraniu jej za emisję filmu animowanego "Przygody Freya w kosmosie" w stacji
TV4.
TV4 wyświetliła go w sierpniu 2000 r. w godzinach przedpołudniowych. Według
opinii sporządzonej na zlecenie przewodniczącego KRRiTV przez prof. Jadwigę
Izdebską z Uniwersytetu w Białymstoku film może powodować wzrost agresji u
dzieci, stymulować zachowania agresywne, znieczulać na przemoc występującą w
świecie realnym. W 21-minutowej kreskówce było kilkanaście scen przemocy.
Przewodniczący nałożył na spółkę 10 tys. zł kary."

Jesli sie nie myle to pod tytulem "Przygody Freya w kosmosie" kryje sie
FUTURAMA - autora Simpsonow Matta Groeninga. Wg mnie obydwa seriale moga
raczej powodowac wzrost poczucia humoru niz agresji, ale p. Izdebska i sad
wiedza pewnie lepiej. Swoja droga jasne czemu zadna polska telewizja nie
wyswietla Simpsonow - tlumaczyc za kazdym razem ekspertom i wymiarowi
sprawiedliwosci o co w tym chodzi i jeszcze za to placic - nie kalkuluje sie
zupelnie.

· 

ulubione kreskówki
Z zagranicznych, jak dla mnie, zdecydowany numero uno to WOODY WOODPECKER.
Swego czasu zapodawany na RTL 7 śp. VHS 240 z Dzięciołem mam do dzisiaj i
czasami do niej wracam, rewelacja! Poza tym to z Woodym o miano najwyższego
stopnia pudła godnie rywalizuje STRUŚ PĘDZIWIATR (kiedyś na Canal+).
Masakra!!!!! SĄSIEDZI jako bajka z byłych demoludów też byli OK! WILK I
ZAJĄC - klasyka!!
Z polskich to starzy wyjadacze, tacy jak Reksio, Bolo Lolo i Tola, Baltazar
Gąbczasty.. no, może jeszzce ZACZAROWANY OŁÓWEK..
Wasze typy?

Brakuje mi tu 2 tytułów,pamiętam je doskonale z dzieciństwa: "Wiewiórcze
opowieści" niem.Puschel das Eichhorn o przygodach małej wiewiórki (emitowana w
TVP1 w 1990r) i "Cudowna podróż" - bajka zaraz po programie Tik Tak.Wspominam
tu o nich, ponieważ nigdy nie były emitowane w tv powtórnie, a szkoda, bo sporo
w nich pozytywnych treści wychowawczych i szacunku dla dużej wrażliwości małego
dziecka.Może ktoś pamięta lub ma dostęp zwłaszcza do pierwszej wymienionej
bajki z polskim tłumaczeniem? Jeśli tak to będę wdzięczna za każdą
formępomocy,bo jak narazie na niem.stacji dla dzieci KIKA ostatni odc.tej
kreskówki wyemitowano 29.10.2006r. ((,a mam sentyment do niej ogromny i
chcę "zarazić" nim mojego synka.

Moze kup mu jako dodatek do czego niefilmowego jakies fajne filmy. Np moze cos
z kreskowek? Ostatnio ogladalam Finding Nemo (nie wiem jaki tytul polski) i mi
sie podobal, chociaz bajka. Albo cos z kina europejskiego co trudno znalesc w
sklepach, moze z internetu, moge polecic Nine queens (chyba z Argentyny), ale
to dosc stary film, ale jesli nie ma to napewno wzbogaci kolekcje bo to swietny
film, albo moze cala kolekcje filmow Chitchcocka.

Dobrzy lektorzy istnieją
Ja też uważam, ze dubbing "zabija" film - nie słyszymy oryginalnych głosów
aktorów a zakrywanie gwiazdy zagranicznej gwiazdą polską nie ma sensu. Dubbing
nadaje sie świetnie do kreskówek, wiadomo, że maluchy lepiej odbierają bajkę,
jeśli jej bohaterowie mówią po polsku.
Co do wersji lektorskiej, to są lektorzy dobrzy i źli. Dla TVP czyta wyłącznie
czołówka - i to są BARDZO dobre głosy. Dlaczego przeszkadzają lektorzy w innych
stacjach TV - bo są źle dobrani. Są to albo aktorzy, którzy "grają", albo
osoby, które wychodzą z założenia, że czytać każdy może. Lektor powinien
być "niesłyszalny" i ci w TVP tacy właśnie są. Dlatego rozróżniajmy produkcje
TVP od innych TV. Sprawa druga - różnica kosztow produkcji. Sprawa trzecia:
napisy - owszem, ale nie dla wszystkich i nie wszystko. Po co komu telenowela w
napisach? Ale dobry film - czemu nie? Te zazwyczaj "idą" w nocy i są
przezaczone do innej grupy odbiorców. Ale likwidować lektorów? W imię czego?
I wreszcie problem DVD - co z tego, że są napisy, jak wersja polska
(tumaczenie+ redakcja tekstu)jest taka, że zęby bolą i człowiek ma ochotę
wyrywać sobie włosy z głowy.

Syn jest w Senior Inf.
Poszedł do szkoły z zerową znajomością języka.Miał za tłumaczy inne dzieci z
Polski. Przez 2 miesiące zrobił duże postępy. Nauczycielka mówi, że dogaduje sie
z rówieśnikami. Po szkole lata z iryskami po dworzu, no i bajki i programy dla
dzieci ogląda po angielsku, mało kreskówek, tylko raczej fabularne bajki, gdzie
dubbing nie sepleni,a w razie niezrozumienia można wyczytać znaczenia z gestów i
mimiki twarzy.
Polska szkoła miała powstać w naszych stronach od września, ale podobno ruszy od
lutego, znalazło Ministerstwo kasiore i biorą sie do roboty.Zalezy nam na niej,
bo planujemy powrót za lat pare, i świadectwa by sie przydały. Nie wiadomo tylko
gdzie by była, czy New Ross, Wexford, Woterford czy Dungarvan... Pozyjemy zobaczymy.
Co do nauki polskiego... przepisał już 3/4 elementarza Falskiego w zeszycie w
3linie. Pisze ślicznie, no i bez przymusu - dzieki samemu przepisywaniu, może
napisać już dużo jak sie mu dyktuje...

Wiecej inf gdzieś na stronie www.futraki.blox.pl

tak się kręci światek ... ale jaką BAJKĘ oglądasz?
barabas napisał:
>a ja myślałem, że unia sfinnasowała tam oczyszczalnie szczytowo-pompowe, które
>najpierw wysysają całą wodę gruntową

"wyssysają całą wodę gruntową" - a mógłbyś przełączyć na inny kanał kreskówek,
tam gdzie walczą z UFO-ludkami.

>a potem oddają ją, pięknie oczyszczoną, czystą i przejrzystą, na wiosnę
>podlewając pola pilnych skandynawskich rolników

Podaj linka na tą "oczyszczalnię wód gruntowych".

>tego skutkiem ubocznym są liczne chmury w sezonie urlopowym
>pojawiające się nad południowym wybrzeżu bałtyku, zakłócające słoneczną pogodę
>i powodujące spadek obrotów w polskich gospodarstwach agroturystycznych...

Aaa, i skutkeim tego duże chmury.
Zadam pytania: przeszedłeś jakiś podstawowy kurs matematyki, orientujesz się w
skali procesów przyrodniczych ?

Bo analogicznie napisałbym o tym, że jakieś dziecko chochelką wylewa z brodzika
swojej żabki zanieczyszczenia, potem musi mama mu parasolkę przynieść bo duży
deszczyk wywołał. Jednak, ja przynajmneij podałbym źróło wiadomości, że
widziałem to w Misu Uszatku, albo na Cartoon Network.

Ksiazki, ksiazki i jeszcze raz ksiazki, musisz na to znalezc sposob.
Zacznij od czegos prostego. Moze zaczelabys pzrerabiac serie
lokopedyczna , ktora tu niegdys polecono? Ja niedawno otrzymalam i
moj 3,5 latek jest zachwycony pierwszymi zeszytami. Widzisz, to nie
jest tak, ze dziecko nauczy sie slabszego jezyka bo tak mowia, ze
wystarczy mowic. Tzreba atakowac z roznych stron, a to wlasnie
wymaga duzo pracy ze strony rodzica. A jak syn nie umie pzrysiasc,
to bombarduj polskimi odpowiednikami kreskowek na TV, albo (bardziej
rozwijajaco) bajkami w formie audio. Polecam Czerwonego Kapturka z
serii Bajki Grajki na poczatek. Naprawde, teraz w dobie internetu
jest tak wiele mozliowsci, tzreba sie tylko rozejrzec, wypracowac
strategie i tzrymac sie jej twardo. U nas np. jest z mezem umowa,
ze w Tv syn nie oglada zadnych kreskowek po angielsku. Jesli ma taka
chec, zalanczamy polskie DVD i koniec kropka.

Napisalam tesciowa, prawda? Bylo to jednorazowe, ale mlody juz wie,
kto to jest Czesio. Babci wytlumaczylismy, ze to jeszcze nie
jest "bajka" dla dzieciakow.
Sama byla dzieckiem oglednie mowiac troche ekstremlnym, nie
znosilam Kubusia Puchatka i tym podobnych "piczoplasow". Z dzieckiem
duzo rozmawiamy, na kreskowki poswieca nie wiecej niz 1h dziennie.
Widzi, ze my czytamy, wie ze ksiazki sa dla nas wazne, a wspolne
czytanie to cos, co nas zbliza. Slyszlam, ze trzeba dziecku czytac
15 minut dziennie, ale podobno jesli dziecko nie widzi rodzicow na
codzien z ksiazka, to samo tez nie bedzie pozniej po nie chetnie
siegac. Pamietam do dzis swoja pierwsza wizyte w bibliotece, poszlam
z mama i wypozyczylysmy Basnie Polskie.

No wlasnie, byl i Piaskowy Dziadek. Zaczynal sie taka ladna piosenka "Dziadku,
drogi dziadku nie chcemy jeszcze spac...".
W tym roku w przedszkolu pani wychowawczyni (nowa, bo ta stara to miala gdzies
takie rzeczy) puscila dzieciom "Misia Uszatka". Dzieci zareagowaly bardzo
dobrze, pomimo tego, ze jedyna osoba rozumiejaca jez. polski byla moja
corka.Dzieci prosily o jeszcze i w sumie obejrzaly kilka odcinkow . Byla to dla
nich nowosc, bo to co dla nas bylo od swieta (patrz post mulinki o bajkach
disneya) to maja na codzien, a bajki z animowanymi kukielkami to cos czego nie
widzi sie codziennie. No i oczywiscie w "Uszatku" jest moral, to co w
prawdziwej bajce musi byc, a we wspolczesnej kreskowce czesto nie.

mieszkamy w pl (jeszcze), ale mój 3.5 letni synek bez zachęcania potrafi mówić
po angielsku całymi zdaniami. cieszy mnie to, ale nie wymuszam, jedynie co mogę
zrobic to podtrzymywać to zainteresowanie, np. jak przechodzimy przez kałużę
mówię do niego jump!
bajki ogląda w obu językach, raz tylko po angielsku, raz po polsku, w
zależności od nastroju :) sam wybiera
u dzieci najlepiej jeśli nauka kojarzy się z zabawą,
pierwszy raz odezwał się po angielsku kiedy zaczął mówić, w wieku ok. 11 msc.
jadąc na wakacje dość daleko słuchaliśmy radia, w którym non stop grana była
piosenka 'she said good bye'. pewnie mu się spodobała, bo często mruczał
melodię a do włochów gadał 'bu-baj' ;)
jak ogląda niemiecki kreskówki to powtarza po niemiecku ;) może ma talent, ale
o tym przekonamy sie za kilka lat ;)
może spróbuj z ulubionymi bajkami synka po polsku. tygrys, czy maleństwo
zdecydowanie łatwiej przekona malucha niż jakiekolwiek nakazy.
ze starszymi dziećmi nie mam pomysłu, chyba mimo wszystko trzeba dać im
możliwość decydowania, nawet na nie. same muszą zrozumieć,że warto.

tytul kreskowki
baardzo prosilabym o wasza pomoc:) nie pamietam tytulu pewnej starej i chyba
polskiej kreskowki:( kreskowka byla o samochodzie ktory umial mowic a
wlasciwie to byla pani samochod:) , zamiast reflektorow autko to mialo oczy:)
bylo tez tam rodzenstwo, i taki maly stworek z tego co pamietam nazywal
sie "wpoldopiątak":) i wszyscy razem sobie jezdzili i mieli strasznie glupie
przygody:)) czy ktos moze wie o jaka bajke mi chodzi??

A to znacie...?

Gdy od dwoch lat rządzi ekipa Tuska
A Polską targają przerozne afery.
Choc kasa Państwa coraz bardziej pusta,
najwazniejsze, ze PO wciska dalej bajery.

Swiat coraz zbardziej chciwy na pochwaly,
bierze wszysciutko jak leci.
Tuskowi wierza prawie juz wszyscy,
niewazne dorosli czy dzieci.

Wystarczy powiedziec, ze u nas jest "liberte",
że nasz kraj jest coraz bardziej trendy,
A zachod smieje sie po cichu w kolnierz,
ze w waznych sprawach nie potrafimy otworzyc gęby.

Sukcesom PO przyklaskuja media,
bo kazde z nich wietrzy w tym dla siebie kase.
I chociaz presja pi-ar coraz bardziej wredna,
"myslisz inaczej?", nazwa cie cieniasem.

I chociaz Tusk ma imie jak z kreskowki,
na bajkach nie zna sie w ogole chyba .
Byl taki pajac z drewna co mial dlugi nochal,
polkniety wkrótce został przez wieloryba.

Bo kazda bajka ma swoj maly moral,
czasami moze on byc bardzo srogi.
Z tej bajki jedno mozna wywnioskowac,
ze kazde klamstwo ma krociotkie nogi.

zaraz zaraz
a moze obie koncepcje sa sluszne, tzn. ze prawda lezy po srodku? sa rozni
tlumacze - z inwencja i jajem, i tacy totalnie bez, nastawieni na slupki
popularnosci marketingowcy, ktorzy wola wplesc kontrowersje i chwytliwosc w
tytul? nie oszukujmy sie, spce od marketingu znaja angielski i wiedza co jest
nie tak w doslownym przekladzie, tlumacz ma za to wiecej do powiedzenia w
tlumaczeniu dialogow. spojrzcie na kreskowki, niektore w oryginale pasuje do
anglosaskiego humoru a do polskiego daje sie wtrety zrozumiale tylko u nas, np.
pamietam w jakiejs bajce bylo cos o kartkach na mieso - tego na pewno nie bylo w
oryginale ;]

dlatego czasem wole angielskie oryg. teksty, czasem polskie napisy od
kinomaniaka, a i lektor sie trafic moze niezly, np. snatch z polskimi napisami
byl ok, w oryginale git, a lektor taki sobie, wspomniany pulp fiction mialem z
tak dobrym lektorem, ze napisy sie chowaly:]]]]

peace

jak dla mnie, to za późno zaczęłaś, ale nieważne, jaka jest reakcja dziecka,
kiedy się młoda osłucha, to szybciej będzie łapać język. Generalnie: nie oczekuj
od dziecka nic, niech angielski będzie naturalną rzeczą w waszym domu, jakieś
ładne angielskie bajki, kreskówki, mam na myśli, proste książeczki. Zawsze
wersja polska i angielska i jakoś pójdzie.

masuma napisał:

> (...) PIS ma zagwozdkę, fakt :-))

Niekoniecznie. Jestem w stanie wyobrazic sobie na przyklad Brudzinskiego, jak
brudzi (czyli bredzi po swojemu), ze to kreskowka, czyli bajka dla grzecznych
dzieci, a mowienie o marginalnej roli PiS to atak na polskie interesy w Europie.
Na a poza tym ta wredna EPP rekami Tuska bije stoczniowcow ...

Moj od ponad 2 lat fascyneje sie scoobym, żółwiami ninja i power
reangers. Ta ostatnia wg mnie to totalna durnota, no ale 2 bajki
tygodniowo (w niedziele leci) to przezyje

Krecik, reksio czy bolek i lolek to dla mojego super nudne -
poniewaz neima dialogu. Postacie naszych polskich kreskowek nei
mowia, a wydaja dziwieki, co dla mojego gaduly jest bardzo wazne.

Nigdy ich nie lubil, od zawsze wolal bjaki gdzie postacie rozmawiaja.

I nie dziwie sie, my jak bylismy mali to tylko to lecialo, wiec z
braku laku i kit byl dobry

W Zachęcie jak na placu zabaw dla dzieci
Co prawda wystawa "objętościowo" nie jest powalająca, ale jak długo
dzieci mogą wytrzymać w galerii? To nie jest projekt na całodzienne
zwiedzanie, ale na maksymalnie godzinę (jeśli skorzystamy także z
bajek).
Akurat na wyobraźnię "Interaktywny plac zabaw" działa na 100 proc.
Moje 4-letnie dziecko było na niej dwa razy, za każdym razem bawiło
się rewelacyjnie, a potem pytało, czy jeszcze kiedyś może tam pójść.
Moim zdaniem wystawa pokazuje, jak można przełożyć język zmysłów na
akt niewerbalnej komunikacji (a więc rozwija kompetencję
komunikacyjną), tłumaczy różnice między dwu a trójwymiarowością,
wyjaśnia zasady perspektywy, mieszania się kolorów, a nade wszystko -
daje dziecku możliwość bycia twórcą, podmiotem, a nie przedmiotem. Tu
jest wiele subtelności, których być może zwykły odbiorca popkultury
nie zauważy, zwłaszcza jeśli w salach są tłumy (warto przyjść wtedy,
kiedy jest pusto).
Pokazywane bajki są dziwne - tu się zgodzę, ale... one takie mają
być. Nie dość, że są to kreskówki świetnej polskiej szkoły animacji,
to jeszcze chodzi w nich nie tylko o fabułę, ale także - zabawę
kolorem, kształtem - i znów: o wyobraźnię.

Bardzo, bardzo się cieszę, że jest taka wystawa, która wychodzi poza
sztukę konsumpcyjną. Brawa dla twórców - oni doskonale wiedzieli, co
chcą przekazać dzieciom. Wystarczy na chwilę wyjść poza schemat.

czyli "rodzimy kicz kontratakuje"
"wspaniały" pomysł... Jak znam życie i TVP skończy się to zalewem rodzimego
kiczu. Nie bez powodu rodzima animacja upadła - nie potrafiła wygenerować
żadnego produktu który byłby na tyle atrakcyjny by go sprzedać.

Być może "Bolek i Lolek" czy "Reksio" to całkiem fajne bajki - ale "technicznie"
to prymityw. Mimo że lubię "Reksia" mam nadzieje że nie zostanie nam zafundowany
pokaz "powrotu do rysunkowej przeszłości".

Mam nadzieje że komiks polski będzie coraz "silniejszy" - i że ktoś w końcu
przestanie wyważać otwarte drzwi, i po prostu skorzysta z arsenału "komiksowego"
przy tworzeniu kreskówek.

Ja sie nawet ostatnio zastanawiałam, czemu mozna kupic rozne gadzety z
postaciami z angielskich, czeskich i innych zagranicznych kreskowek, a z
polskich nie. Mysle, ze mozna na tym zbic niezla kase, wykorzystujac sentyment
dorosłych. Dobrze, ze sie ten Uszatek pojawił. Fajny byłby Reksio i jeszcze
kilka innych.
Mnie podoba sie tez porcelana, np kubki z postaciami z bajek. Widziałam słodkie
z Krecikiem, bohaterami z bajek Beatrix Potter i z "Mysiej doliny". Porcelana
markowa, wiec ceny mało zachecajace.

Dobrze, że nie miałeś tylko jednej bajeczki...Jacek i Agatka. :)
Jak miałam 8 lat to chyba zaczęły wchodzić właśnie do Polski kablówki, nieco
wcześniej anteny satelitarne, więc już nawet było Cartoon Network.

Ale ja jestem jednak fanką klasycznych dobranocek. Smerfów, Gumisów i takich
bajek jak Wojownicze Żółwie Ninja, Planetarianie, Japońskich Jatamanów i tego
typu kreskówek:), bajek HannaBarbera...Flinstonowie, Jetsonowie, ScoobieDoo,
Disneya...Sknerusa Mckwacza. :)

Takie grzeczne, bez obcinania nóg ani głów. :)

Przyłączam się do ubolewania nad poziomem polskich produkcji dla
dzieci i przestałam już marzyć, że moje dzieci doczekają programów
choćby aspirujących do porównania z BBC...
Jeśli chodzi o kiepskie dobranocki, to nie jest to raczej duży
problem - przy dostępie do mini mni, czy możliwości skorzystania z
płyt DVD można parę rzeczy na poziomie znaleźć...(ale tak czy siak
reklamy przed, po i w trakcie mogliby dzieciom darować)
Problemem są programy "ze scenariuszem", np. edukacyjne, religijne,
językowe (nie mówiąc już o teatrze, którego nie ma wcale), których
antyprzykłady wymieniła p. Olech.
Jednak przypominają mi się 2 ciekawe tytuły sprzed kilku lat - Lippy
and Messy i "Zygzaki" - fajny, "luzacki", oszczedny w rekwizytach
program, z niesztampowym scenariuszem, w który lekko wplecione były
elementy edukacyjne. Niestety, tylko płytę CD z piosenkami udało mi
się zdobyć, a chętnie posiadłabym na DVD. Program był chyba tylko na
TVPolonii,ale to chyba nie ma znaczenia, jeśli chodzi o decydentów i
producentów programu - czy to ci sami, co w tv publicznej?
Tylko te 2 perełki kojarzę, ale pewno jest ich więcej, mam nadzieję,
że jeszcze dopiszecie swoje...
Chyba jeszcze mniej sie dzieje, jeśli chodzi o nastolatków, a nawet
wcześniej widzę lukę, jeśli chodzi o bezpieczne i ciekawe bajki
choćby dla 8-12 latków. Moze polecicie jakies wartosciowe tytuly
kreskówek, alternatywę dla Niedźwiedzia w duzym niebieskim domu
(tylko nie Scooby doo:-)) dla starszaków?

To chyba zalezy od dziecka . mamy telewizor - sama sie pytam czy mu wlaczyc -
rzadko kiedy chce ogladac bajki w telewizji. Prawie caly dzien spedza na zabawie
- wymysla, ma przeogromna wyobraznie. Śrubki, mlotki, samochodziki to jego
"stworki" ktore rozmawiaja ze soba, bawia sie. Lubi tez gdy mu czytam. AHA w
lipcu skonczyl 3 lata.
Podobnie moja 7 letnia siotra cioteczna - bajki w telewizji do tej pory ja nie
interesuja.
Poniewaz moj maz jest maniakiem kreskowek, dzieciaki ( czesciej moj syn,
rzadziej siostra ktora zadko u mnie bywa) ogalaja z nim Scobydoo lub Ben 10 na
kompie po angielsku (bo moj maz lepiej w tym jezyku). Synek slyszy ten jezyk
tylko w bajkach (maz ze mna rozmawia po polsku) i zadziwiajace jest jak duzo
rozumie.
Nie slysze zeby siostra mimo nie ogladania TV czula sie w zerowce gorzej (moze
teraz w szkole sie cos zacznie.
Sa poprostu dzieci ktorych TV nie ciagnie i dzieci ktore mimo idealow rodzicow
za TV w pewnym momencie dadza sie pokroic (corka mojej kolezanki).

9-latka nie chce czytać - tylko lalki
Moja córka nie chce czytać, jeśli już to książki, które już kiedyś poznała,a
są dla niej wg mnie zbyt dziecinne np. Król Lew -wydanie dla przedszkolaków,
albo rózne badziewia typu pisemko Księżniczka, Witch itp, które kupujemy b.
rzadko. Bardzo lubi słuchać, kiedy jej czytamy i słuchać bajek(audio).
Rodzina jest raczej z tych czytających, kupuję jej sporo książek odpowiednich
dla jej wieku, w domu jest też duża biblioteka po starszych, ale nie wiem,
czy nie zrobił jej nieświadomie krzywdy mój mąz siedząc z nią w domu na
urlopie wychowawczym i oglądając durne kreskówki, które uwielbia a mała razem
z nim w wieku 1,5 i później. Dodam, że córka do tej pory pisze bardzo
brzydko, przekręca litery, oczywiście ortografia też kuleje. Czytałam kiedyś
opinie psychologów własnie na temat zalezności między oglądaniem przez
dzieci telewizji do 3-go roku zycia a późniejszymi problemami w szkole
zwłaszcza z j. polskim.
Prosze o radę a może i o metody zachecajace dziecko do czytania.

Zmarła Joanna Wizmur
Bardzo przykra wiadomosc.

W nocy z 22 na 23 lutego po ciężkiej chorobie zmarła w Warszawie
znana aktorka i wybitna reżyser dubbingu Joanna Wizmur. Miała 51
lat.

Joanna Wizmur/ fot. nwmedia

Joanna Wizmur ukończyła Krakowską PWST. W 1981 r. zadebiutowała w
Teatrze im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku. Grała również w
Teatrze Studio, Dramatycznym i Syrenie.

Występowała także w filmach i serialach telewizyjnych, odgrywając
głównie epizodyczne role. Na jej koncie znajduje się m.in.: "Kocham
kino", "Odbicia", "Boża podszewka", "Adam i Ewa". W pamięci
telewidzów zapadła jako Balbina z serialu "Pensjonat pod różą".

Ostatnie dziesięć lat życia poświęciła głównie na realizację
dubbingu. Podkładała głos do wielu filmów i bajek dla dzieci,
dystrybuowanych na ekranach polskich kin, m.in. do
kreskówki "Laboratorium Dextera". Sławę przyniosła jej reżyseria
dubbingu w trzech częściach "Shreka".

j-k napisał:

> marouder napisał:
>
> > Nie moge powiedziec j-k, ze sie takiego obrotu sprawy nie spodziewalem :)
>
> Nie ma nic piekniejsczego, jak popatrzec gdy antyzydoska Helka bierze sie za
> bary z prozydoska GW...:)
>
> nie ma nic piekniejszego jak widziec dwoch polskich prostakow negujacych
wypowiedzi najwiekszych myslicieli roznych epok.istne kino. niestety niektorzy
lubia prymitywne kreskowki,ty jasiu jestes jednym z nich to i wroc do swoich
bajek,nie zapomnij wyklikac i tego watku. pa pa pa mysliciele z koziej
wolki,nudzi mi sie idiotyczna nucenie tej samej melodii komus kto jest sam
gluchy jak pien.
ps. pamietajcie chlopaki wyklikajcie i ten watek,sa tu jeszcze wzmianki o
najwiekszych antysemitach swiata jak cyceron i tacyt i umyjcie raczki,abyscie
sie nie splamili czytajac ten watek.

Znowu musze dokonywac autopoprawki ale co zrobic,
zaglada tu pewnie mlodziez i bierze mnie za Proroka, jak slysze.
Otoz pisze sie DER Sturmer a u jest tam jako u umlaut. Fajny nawet
magazyn, znalazlem go jako dziecko w kaszubskim wychodku.

Co do ustosunkowywania sie, Panie Kolego, to gdyby ci Nasi puscili
kreskowke z zydowska policja z getta, w okraglych czapkach z zoltym
otokiem, jak swoich paluje, to Laskawca bylby zapewne ukontentowany?
No ale zaloze sie o male piwo, ze gdyby tak puscic bajke o Szmalcowniku
Polskim czy o Pierzynie z Jedwabnego to Wasc bys sie dasal? No coz, kazdy widzi
zycie ze swojej wlasnej perspektywy. Najlepiej sie skoncentrowac na stronie
komediowej. Mnie np bawi gdy Zyd z Getta wysmiewa Polakow jako brudasow.
Prawda, w owych czasach Polacy niekiedy malo sie roznili od podludzi. Zas co do
Zydow, wystarczy obejrzec kroniki hitlerowskie z w-skiego getta. Te wlasnie o
tyfusie.

Muminki-kochałam sie w eWlóczykiju,bałam sie przeokropnie Buki,lubiłam
Bobka,denerwował mnie ryjek i migotka,lubiłam mała Mi
Gumisie-zobacz sam jak gumisie skacza tam i siam ,bo gumisie cały świat juz
znam ,gumis to fajny miś;PP,no i oczywiscie Księciunio i Tobi
Smurfy-lubiłam wazniaka,marude,klakiera i Gargamela,ale te odcinki bez glupich
smurfików,jakiegos psa,dziadka smurfa itd.
Kreskowki na Polonii 1-wychowalam się na nich ..choc byly dosc krwawe i nie
wiem czy nadawaly sie tak naprawde dla dzieci "Generał aimos" ,czarodziejka
Sally,Zorro ,Ksiega DŻungli,Tsubasa nie pamiętam juz...
Moj kolejny hit-Tajemnicze Zlote miasta,niesamowita bajka ,az ją sobie
sciagnelam ostatnio z netu;)
Brygada RR- a jakże,
"O czym szumią wierzby.."-brr mroczny klimat
z polskich-"Pingwin pik pok" ,Reksio,Pszczółka Maja,Baltazar Gąbka,Bolek i
Lolek

Cześć,
Też czytamy kamyczka. U nas się sprawdza. Ale ja chciałam właściwie napisać, że
moja córka (2,5lata) uwielbia też właśnie tę kreskówkę po niemiecku. Nadaje ją
SuperRtl o godz.9.00. Moja córka jest dwujęzyczna ,więc czytamy książeczki o
Kamyczku po polsku a ogląda Caillou po niemiecku. Od razu skojarzyła,że to ten
sam chłopczyk i nazywa go teraz tylko Kaju. Bajka jest też świetna, więc może
zobaczymy ją wkrótce na naszych ekranach. Oby:))))
mami

Przeczytalam Twojego posta na innym forum, wiem, ze jestes w Anglii od kilku
tylko dni i ze na razie nie jest Ci najlatwiej.
W kwestii telewizyjnych programow chyba wiele nie pomoge. Na podstawowych
czterech kanalach sa jakies programy dla malych dzieci wczesnie rano. My mamy
Freeview i tam przebojem mojego dwuletniego dziecka jest cbeebies (Teletubbies
tez tam sa). Wole ten kanal niz jakies satelitarne z kreskowkami naszpikowane
reklamami zabawek.
Moze dobrym rozwiazaniem byloby puszczanie malej znanych jej bajek na video lub
dvd?? W charity shops mozna zawsze znalezc tanie kasety z bajkami (moja Zoska
moze te Teletubisie z kasety ogladac do znudzenia). Albo poprosic kogos z
rodziny w Polsce o przyslanie polskich bajek. A Twoja mala moze latwiej sie
przyzwyczaic do nowego miejsca gdy zobaczy znajome bajki i postaci w TV.
Pozdrawiam i zycze powodzenia w nowym miejscu :)

Jakieś dziesięć lat temu był plan zrobienia serii bajki animowanej (a dokłądnie
rzecz ujmując - kreskówki), której głownym bohaterem będzie bocian, bo
charakterystyczny i polski. Bodaj dwie bajki zrobiono, jedną z nich nawet
widziałem (była emisja w TVP). Nie pamietam dokładnie treści, ale pamietam
swoje wrażenie - bardzo mi się podobało ibardzo się cieszyłem, że coś takiego
będzie mozna zobaczyć. Niestety lata mijały i nic. Jestem już po trzydziestce i
cały czas wyglądam tej bajki w TVP. I nic. Szkoda, bo to był fajny pomysł.
A co do Uszatka. Jestem za. Fajny był. Tylko kto w nowych pzygodach zastąpiłby
Mieczysława Czechowicza? Ale to najmniejszy problem.

Kino MUZA "Poranki Rodzinne"dla dzieci od 3 do 6 lat , w każdą
sobotę o godz. 11:00 możesz obejrzeć z dziećmi polskie kreskówki
około 30-40 min a po projekcji animatorki zapraszają dzieci i
rodziców na warsztaty artystyczne.Bilety 10 zł.
Kino RIALTO "Spotkania z bajkami" bilety:10 zł i 8 zł
W Zamku.

sisko_allegro napisał:

> Może właśnie takie mają być ?? obrzydliwe, wstrętne, głupie ? :D i właśnie o to
> chodzi ?? pokaż mi drugą taką bajkę ?? nie ma ?? to dobrze.. co za tym idzie ??

Jak to nie ma? O czym Ty piszesz? Mam przypomnieć Itchy and Scratchy Show?
Polska wersja to Zdrapek i Pocharatka.
Idea HTF w prostej linii pochodzi właśnie od tego produktu Matta Groeninga.
Dodajmy, że Zdrapek i Pocharatka mają jakieś kilkanascie lat.
To kreskówka idealnie w tym stylu.

Natomiast jesli idzie o inne obrzydliwe/głupie/wstrętne kreskówki to wierz mi,
takich flashowych kreskówek są całe wiadra.

Taka zasada u nas obowiazuje: w domu tylko po polsku, i rzeczywiscie tez
czytamy bajki po polsku, i puszczamy "Maje" i "Lolka i Bolka" w zamian za
amerykanskie kreskowki. Zona mowi po angielsku tylko gdy w domu ludzie nie
mowia po polsku (niestety czesto) badz jest poza domem z amerykanskimi
znajomymi. Ja w takich sytuacjach nadal zwracam sie do dziecka tylko po polsku.

P.S. Apropos, mam pytanie do ciebie. Wyglada na to, ze dlugo jestes tu w
Stanach, i wiesz o wielu rzeczach, ale jakos ciagle narzekasz (na inne tematy
na forum) na zycie w Stanach. Co jest tego przyczyna?

Mój syn ma lat 13. Angielskiego zaczął sie "uczyć" ( celowo to określenie biorę
w cudzysłów) w wieku ok. półtora roku. Na równi z polskimi piosenkami słuchał
angielskich w wykonaniu angielskich zespołów dziecięcych. Wspólnie
pokazywaliśmy głowę, kolana itp. Bawiliśmy się tak samo jak przy słuchaniu
wierszy czy piosenek polskich. Potem były w podobny sposób prowadzone lekcje w
przedszkolu. W tym samym czasie syn zaczął oglądać kreskówki ( wówczas np.
Flinstonowie byli dostępni w wersji oryginalnej). Nie wyręczałam sie telewizją,
ale pozwalałam, aby 1-2 bajki obejrzał po angielsku.
Jestem przeciwniczka drastycznego budzenia dziecka, więc gdy musiał wstać rano
do przedszkola/szkoły włączałam mu kasete- początkowo cicho, potem coraz
głośniej z angielskimi ( obecnie juz niemieckimi) utworami. Czasem prozą, ale
to juz później.
W szkole miał juz angielski i niemiecki w rozszerzonym wymierze, ale też
prowadzony z sensem.
Dziś młody człowiek ma zdany certyfikat z jęz angielskiego, w przyszłym roku
przymierza się do niemieckiego, i ..swobodnie posługuje sie tym pierwszym
językiem ( czytanie gazety, książki itp nie jest problemem).
Nie ucierpiały na tym i inne przedmioty a także ogólny rozwój intelektualny.
P.S. Był 2 razy na obozach językowych w Anglii i raz w Austrii.

z tego co wiem, to 24 lata temu mój tata bardzo długo przekonywał panią w rejestracji, żeby mnie tak nazwać w podstawówce i liceum byłam jedyną Mają (niektórzy nie wierzyli, że mam takie imię wpisane do legitymacji a później do dowodu a przecież to tak niedawno było ) A swoją pierwszą imienniczkę poznałam na studiach i nie wiedziałam, jak się do niej zwracać jakoś tak niezręcznie mi było zwracać się do niej moim własnym imieniem

Samo imię strrraaasznie mi się nie podobało jak byłam młodsza, bo wszyscy mnie kojarzyli z kreskówką, chociaż rodzice nazywając mnie tak nawet nie wiedzieli o istnieniu tej bajki (w sumie to nawet telewizora nie mieli, więc nie dziwne ) i nazwali mnie tak czerpiąc z tytułowej Majki Skowron Teraz myślę, że samo imię nie jest złe, chociaż jakoś nie pasuje mi do starzej kobiety: babcia Maja śmiesznie nie cierpię, jak się do mnie mówi: "Maju", bo równie dobrze możnaby do mnie mówić "Kwietniu" lub "Czerwcu", chociaż wiem, że takie zasady deklinacji polskiej Zdecydowanie bardziej podobało mi się, jak mój lektor (Chorwat) mówił do mnie "Majo".

Szczerze mówiąc jestem zaskoczona tym wysypem Majek

Gość portalu: czytelnik napisał(a):
Jak ktoś ma wątpliwości o czym
> piszę to niech zasiądzie ze swoją pociechą do jednego z kilku
> bajkowych kanałów TV – szczęka opada i zbiera się na wymioty.
> Wystarczy kilka dni i nabiera się szacunku do „Bolka i
> Lolka”, „Reksia” i „Kota Filemona”.

Prosze bardzo, przyklad:
na Cartoon Network, w "Atomowkach" byl taki odcinek: jedna z 3 bohaterek sie
nie myla. Narysowano to tak: unosila sie wokolo niej brazowa chmurka, muszki
lataly a inne dzieci zatykaly nosy na jej widok i wolaly "Blee". Obrzydliwe?
Ta jedna kreskowka skuteczniej zachecila mojego syna do mycia (bo bedziesz
smierdzial jak w bajce) niz tysiac rozmow!
Powiedz prosze, w jakiej polskiej kreskowce bohater moglby sie nie myc,
smierdziec i miec z tego powodu problemy w zyciu??? Wyobrazasz sobie moze
smierdzacego Bolka albo Lolka?
z pozdrowieniami,
A.

wizja tv + cyfra = wileki szajs
program polaczonych platform jest poprostu beznadziejeny,
stawiaja przedewszystkim na kanaly filmowe, a nie kazdy ma czas siedziec bite
2h przed tv ogladacjac n-ta powtorke jakiegos nudnego filmu (taka prawda,
na "canal +" zawsze leca nudne filmy, "ale kino" jest o niebo lepsze)
nie ma cartoon network, za to jest jakis beznadziejny program dla dzieci b.
malych, w wieku chyba embrionalnym, minimax, przecierz to jest smieszne, co
mialo wieksza ogladalnosc, cartoon czy taki szajs, cartoon to byly gl. bajki
dla starszych dzieci, i doroslych lubiacych kreskowki. cyzby ktos zapomnial ze
mamy niz demograficzny i 1,5 rocznych dzieci jest b. malo?
a najgorsze jest to ze nie ma mtv2, jest tylko mtv polska (nawet juz nie
angileska wersja) prezentujaca zenujacy poziom amatorszczyzny, puszczajacy
bezmyslna lupanke non-stop, viva (kolejny kanal z lupanka non-stop)
i vh1 ale jak wykupisz najdrozszy pakiet, masakra. JA CHCE SPOWROTEM WIZJE,
czuje ze oddam dekoder, bo nie warto placic tyle kasy za tak beznadziejna
oferte programowa. Ci szefowie programowi to chyba wogole nie mysla.

Kasiu,

Niedawno odkrylam bardzo fajna serie: Bajki-grajki. Sa to klasyczne bajki Muzy,
przegrane z plyt winylowych na cd. Nie wiem jak Ty, czy inne mamy, ale ja sie
na nich wychowalam, i strasznie sie ciesze, ze moja coreczka tez lubi ich
sluchac. Dobrzy starzy aktorzy i dobre, stare bajki z czasow, keidy nie bylo
jeszcze japonskich kreskowek...
Plyty mozna kupic w kioskach razem z ksiazeczka, co miesiac nowa bajka.
Monza tez je zamowic w Internecie na www.bajki-grajki.pl .

Z tego co pamietam, to za granice tez wysylaja. Nawet maja opcje ksiazeczki
polskiej, lub polsko angielskiej. No i cena tez przystepna 13.5 zl.

Pozdrawiam Ciebie i coreczke

PS. Z ciekwawosci: jak bys przetlumaczyla big hug na polski? Moim zdaniem
tulimy nie brzmi tak zle. Doslowne trumaczenie: wielki uscisk skojarzylo mie
sie od razu bardziej z dusicielem z Bostonu niz grubiutkim Teletubisiem ))))

O cholera, że tak powiem, nie wiedziałam, że ktoś to jeszcze pamięta! To była
jedna z moich ulubionych bajek - kreskówek (mimo, że taka najmłodsza juz wtedy
nie byłam), leciało to na pewno w sobotę po którymś z programów dla dzieci, nie
pamiętam juz czy rano czy po południu (po 5-10-15???)! Jak dla mnie to ta bajka
miała jakiś taki bardzo niesamowity klimat, chociaż nie za bardzo było wiadomo,
o co chodzi. I jeszcze ta śliczna francuska piosenka na koniec - taka strasznie
smutna i nostalgiczna. A teraz poprawcie mnie drodzy ludzie z dobrą pamięcią -
czy to w tej bajce był MASKAGAZ i jego banda na skuterach, czy coś pomyliłam?
Co do tytułu, to mam go dosłownie na końcu języka - muszę zapytać siostę, tez
ma pamieć absolutną i pewnie będzie wiedzieć. Mam wrażenie, że to była nazwa
krainy, której szukali albo skąd pochodzili - chyba ARKADIA, alco cos w tym
stylu. Jak się dowiem, to napiszę.
Ale męczy mnie strasznie jeszcze jedna bajka, którą widziałam w bardzo wczesnym
dzieciństwie (chodziłam do takiego fajnego przedszkola, w którym w każdą środe
wyświetlali bajki, poważnie!). Na pewno była animowana (tzn. nie kreskówka), na
pewno polska. Była tam wilczyca, jakaś kobita przykuta do ściany w lochach i
król, któremu zmarł potomek albo coś w tym stylu (czarne flagi na znak żałoby w
zamku)- i z tego co pamiętam, to wilk miał z tym coś wspólnego. Wiem, że brzmi
to strasznie chaotycznie i bez sensu, ale to są takie migawki. W każdym bądź
razie bajka zrobiła na mnie takie wrażenie, że do dzisiaj pamiętam. Drodzy
forumowicze, POMÓŻCIE! Może komus coś się skojarzyło! Będę dozgonnie
wdzięczna :-)).

Wałbrzyski Urząd Miejski zapłaci za Reksia?

Na internetowej stronie Urzędu Miejskiego w Wałbrzychu przez rok widniały
telewizyjne bajki dla dzieci, a ikonka Reksia miała je zachęcać do częstych
odwiedzin. Urząd nie zapytał jednak o zgodę na umieszczenie kreskówek
właścicieli praw autorskich i teraz może mieć poważne problemy

Współautorem feralnej strony jest Marek Jakubina: - Wszystkie urzędy
prezentują się tak samo - polityka i suche informacje. My chcieliśmy stworzyć
stronę, która byłaby też ciekawa dla naszych milusińskich, dlatego powstała
podstrona "rozrywka".

Na niej dzieci poruszały się za pomocą ikonki Reksia, którą mogły wybrać
oglądanie 21 kilkuminutowych bajek, m.in. "Tom & Jerry", "Kubusia Puchatka"
czy "Rumcajsa". Autorzy strony zapomnieli jednak poprosić właścicieli praw
autorskich o zgodę na wykorzystanie bajek, które na miejskim serwerze wisiały
przez rok.

- Nikomu nie przyszło to do głowy, bo przecież nie robiliśmy tego, żeby
osiągnąć jakikolwiek zysk. Poza tym bajki trwały tylko kilka minut i były
kiepskiej jakości - broni się Jakubina.

Urząd Miejski w Wałbrzychu wysłał już do Telewizji Polskiej, właściciela praw
autorskich, pismo z przeprosinami za wykorzystanie postaci z kreskówek,
licząc na to, że TVP nie wystąpi na drogę sądową. Jarosław Szczepański,
rzecznik TVP: - Nie podjęliśmy jeszcze decyzji, co zrobimy, bo na razie pismo
do nas nie dotarło. Co roku płacimy 70 mln złotych w ramach praw autorskich i
oczekujemy, że inni będą też je szanować.

Drugi właściciel praw autorskich, Warner Bros., jeszcze się zastanawia nad
ewentualnym pozwem.

Ewa Frąckowiak, rzeczniczka prezydenta Wałbrzycha: - Trudno w to uwierzyć,
ale nie mieliśmy pojęcia, że na naszej stronie był taki link. Jak tylko się
dowiedzieliśmy, od razu go zlikwidowaliśmy.

Dział "rozrywka" już na stronę nie wróci. - Strona urzędu to nie miejsce na
tego typu rzeczy - uważa Ewa Frąckowiak.

Moze wreszcie bedzie mniej tych badziewowatych bajek Walta Disney'a. Na wymioty
mnie zbiera, gdy widze te kiczowata kreskowke "Gumisie".

Wroca czasy polskich dobranocek....

drogi Remigiuszu
zapędzasz się coraz bardziej.
Po pierwsze, w artykule nie było ani słowa o tym by właściciele autorskich praw
majątkowych do postaci z kreskówek, bądź dystrybutorzy tych kreskówek na
terenie Polski występowali z jakimikolwiek roszczeniami przeciwko Gminie
Wałbrzych. Tobie nie przeszkadza to jednak stwierdzać , że "w środowisku
właścieli Reksia liczy się tylko kasa" (sic). Nie wiem na czym opierasz swoje
twierdzenia, ale podobno każdy ocenia innych według siebie samego.
Po drugie pisałem ci już, że wcale nie jest powiedziane, że ewentualne
roszczenia uprawnionych spoczęłoby w 100 % na Gminie (i tych twoich
nieszczęsnych podatnikach). Skoro nawalił twórca strony internetowej Urzędu, to
na niego spadła by ostateczna odpowiedzialność (i zapewne jeszcze na kilku
innych pracowników UM Wałbrzych, za uchybienia w nadzorze).
PO drugie, kompletnie nie rozumiesz istoty praw autorskich i praw pokrewnych.
Rozróżniasz w ogóle twórcę od uprawnionego z tytułu autorskich praw
majątkowych ? Piszesz o "facecie od Reksia" w domyśle twórcy tej postaci,
podczas gdy w artykule wyraźnie jest napisane, że prawa do wykorzystanych
kreskówek przysługują m.in. TVP (też utrzymuje się z twoich podatków i z tych
podatków zapewne zapłaciła za prawa do postaci Reksia) czy Warner Bros. Piszesz
o braku korzyści majątkowych po stronie Urzędu Gminy, podczas gdy nie jest to
żadna przesłanka dla odpowiedzialności z tytułu naruszenia praw autorskich. A
propos - a co z zapłaconym przez Gminę wynagrodzeniem dla osoby która stworzyła
tę nieszczęsną stronę ? Jeżeli robił to profesjonalista, to takie osoby (firmy)
doskonale wiedzą o konieczności ochrony praw autorskich, bo sami zabiegają o
ochronę swoich praw.Więc tłumaczenia takiej osoby, że nie wiedziała, że komuś
przysługują prawa do postaci z kreskówek jest śmieszne.
Na koniec jedna uwaga : jeżeli ktoś ukradł by tobie samochód i przez rok
woziłby nim dzieci, też byłbyś tak wyrozumiały ? Łatwo kupczyć czyimiś dobrami,
w Polsce wciąż panuje przekonanie, że okradanie bogatego to nie kradzież, tylko
wymierzanie sprawiedliwości (społecznej). Niby z jakiej racji jeżeli organ
administracji samorządowej okrada kogoś miałby odpowiadać inaczej niż zwykła
osoba fizyczna, która nielegalnie kopiuje sobie film ? Dlaczego firma, która na
swojej witrynie internetowej chciałaby legalnie udostępniać te same bajki to
wcześniej musiała wybulić właścielowi autorskich praw majątkowych kasę na
licencję ?
I daj sobie spokój z tymi dzieciakami - czy naprawdę uważasz, że na stronę
internetową Urzędu Miasta Wałbrzych wchodziły dzieci ?

Znany pisarz Janosch 1 czerwca spotka się z czytelnikami, odwiedzi polsko-
niemieckie przedszkole i obejrzy przedstawienie według swojej książki.

Janosch przyjedzie do Polski, by promować kolejny tom bajek, który ostatnio
ukazał się nakładem wydawnictwa Znak. Początkowo miał odwiedzić tylko Warszawę
i Kraków, ale udało się go przekonać, by zajrzał też do Katowic, Gliwic i
Zabrza. - Długo zabiegaliśmy o wizytę Janoscha na Śląsku. W końcu się zgodził.
Nie wiadomo dlaczego się przed tym bronił - mówi Marcin Wiatr z gliwickiego
Domu Współpracy Polsko- Niemieckiej.

Wstępny plan wizyty jest już gotowy. Rankiem 1 czerwca Janosch spotka się w
katowickim teatrze Korez ze swoimi najmłodszymi czytelnikami, wieczorem wróci
do teatru, by obejrzeć "Cholonka" - sztukę według swojej powieści "Cholonek,
czyli dobry Pan Bóg z gliny." - Od kilku tygodni żyjemy w stanie podniecenia.
Mamy nadzieję, że Janosch z teatru wyjdzie zadowolony - mówi Mirosław Neinert,
dyrektor Korezu.

Gdy aktorzy będą się przygotowywać do występu, Janosch spotka się w Gliwicach
m.in. z uczniami liceum plastycznego z Kończyc, którzy stworzyli album
fotograficzny poświęcony ul. Piekarskiej w Porembie, gdzie pisarz się
wychowywał.

Następnego dnia Janosch odwiedzi rodzinne Zabrze. W dwujęzycznym Przedszkolu nr
28 dzieci przygotowały dla niego przedstawienie.

- Na początku lat 90., gdy Janosch ostatni raz był na Śląsku, jego wizyta
przeszła bez echa. Wówczas królowali Disney i japońskie kreskówki, a o śląskiej
tożsamości nie mówiło się wiele. Wierzymy, że tym razem będzie inaczej - mówi
Jerzy Illg, redaktor naczelny wydawnictwa Znak, organizator wizyty pisarza.

Za GW

Scoobie czasem leci, choć ja go nie lubię. Ale to jest akurat wyjątek. Mam
chłopca, więc Czarodziejki raczej odpadają. Generalnie jeżeli uda mu się włączyć
jakiś kabel, to zawsze ktoś przy nim siedzi i interweniuje - dziecko nie
protestuje, bo potrafimy zaoferować coś w zamian.
Generalnie nie chodzi wcale o to, by chronić dziecko przed obrazem przemocy -
ono musi ją znać, by sobie z nią poradzić w życiu. Więc my go pod tym względem
nie oszczędzamy, łącznie z tym, że bajki Grimmów miał przeczytane w oryginalnej,
najbardziej drastycznej wersji. Chodzi o to, by dziecku wytłumaczyć sens tej
przemocy - skąd ona się bierze: chciwość, pycha i inne przywary ludzkie, które
na bieżąco mu objaśniamy pokazując, do czego prowadzą - do łez, krzywdy, bólu
itp. To najlepszy sposób, by uwrażliwić dziecko na innych.
Tak więc problem współczesnych kreskówek nie polega na tym, że pokazują przemoc,
tylko na tym, że pokazują ją bezsensownie i bezrefleksyjnie, wyłacznie
schematycznie.
Krecika się nie bój. Tak samo Uszatków, Plastusiowego pamiętnika, Dobromira,
Porwania Baltazara Gąbki, Sąsiadów, Czarnoksiężnika Oza (ale polskiego, z
animacją Lutczyna), Muminków (też polskich z SaMaFora) Żadnych starych bajek
polskich, czeskich, rosyjskich nie ma się co bać (Wyszła ostatnio na DVD seria
:bajki mojego dzieciństwa - seria rosyjskich, przepięknych plastycznie bajek i
legend). Wbrew pozorom współczesne dzieci je uwielbiają. Na DVD można już sporo
ich dostać. Dla zupełnych maluchów są takie animacje plastelinowe (robione
jeszcze ręcznie) Mio Mao.
Mój syn ma już osiem lat i tego lata postanowiliśmy pokazać trochę klasyki
polskiej kinematografii dla dzieci. Oszalał zupełnie na punkcie "Podróży za
jeden uśmiech", "Wakacji z duchami", nie mówić o "Czterech pancernych". Teraz
domaga się więcej "starych czarno-białych filmów bo one są najfajniejsze" Słowem
- dziecko wie, co dobre

Witam, ja również jestem po filologi angielskiej i przyznam się, że taki pomysł
również przyszedł mi do głowy. Jednak po rozmowie z mądrzejszymi odemnie i
kilku lekturach zrezygnowałam.
Przede wsztstkim poradziłabym Ci, żebyś skonsultowała się z logopedą i zapytała
jego o opinię. Takie eksperymenty "na własną rękę" mogą być szkodliwe dla
dziecka.
Padło tu kilka przykładów rodzin, dwu- lub kilku- języcznych gdzie dzieci
posługują się kilkoma językami. Z tego co zrozumiałam, są to rodziny w których
język obcy jest językiem pierwszym dla jednego z rodziców; lub rodziny te
mieszkają w kraju gdzie tym językiem posługuje się zdecydowana większość. I to
jest sytuacja naturalna. Jeżyki obce (2 lub więcej) mają sznsę rozwinąć się u
tych dzieci jako dwa osobne języki. W moim przypadku (rodzice Polacy, mieszkamy
w POlsce) sytuacja kiedy ja mówię do dziecka tylko po angielsku, do innych osób
już po polsku, reszta rodziny również po polsku, jest sytuacją sztuczną. Moim
zdaniem, w takim przypadku, dwa języki nie rozwiną się jako dwa różne systemy
językowe, ale jako jeden.
Dziecko oprócz języka uczy się także całej jego kultury oraz kontekstu używania
określonych zwrotów, w moim przekonaniu, nie będzie miało szans na to w tej
sytuacji.
Nie twierdzę, że nie ma sensu "pokazywać" dziecku obcy język. Wręcz przeciwnie.
Anglojęzyczne bajki, oryginalne wersje językowe kreskówek i programów dla
dzieci (Ulica Sezamkowa jest genialna) czy poprostu mówienie starszemu dziecku
słówek/zwrotów jest bardzo pomocne.
To tylko kilka z moich argumentów i, jak podkreśliłam, jest to tylko moja
opinia, czekam na ew. krytykę i polemikę ;D
Angielskiego "TH" można nauczyć się także będąc dorosłym ;D
Pozdrawiam.

Jestem twórcą związanym z warstwą dźwiękową filmów. Dla mnie lektor to zbrodnia. Dźwięk i muzyka
w filmie - owoc ciężkiej, kreatywnej pracy całej armii ludzi, współtworzący przekaz emocjonalny dzieła
- zostaje zagłuszony przez głos jakiegoś faceta. To prawda - mamy kilku niezłych lektorów. I oni nadal
mieliby zajęcie. Są przecież filmy dokumentalne, przyrodnicze, bajki i.t.p. w których występuje narrator.
Natomiast pokrywanie lektorem ścieżki dźwiękowej filmów jest moim zdaniem naruszaniem
integralności dzieła. Producenci filmowi i autorzy powinni wymóc na dystrybutorach rezygnację z tej
praktyki.
Oczywiście nie ma doskonałej metody tłumaczenia filmowych dialogów. Napisy muszą siłą rzeczy nieco
upraszczać treść, aby pozostawać czytelne. Dubbing zabiera aktorom jedno z najważniejszych narzędzi
ekspresji, jakim jest ich głos. Ale z tego wszystkiego najgorszy jest lektor.
Napisy są rozpowszechnione w telewizjach n.p. skandynawskich, i jakoś nie słychać, żeby tamtejsi
widzowie skarżyli się na niemożność czytania. Dzięki temu filmy emitowane n.p. w telewizji szwedzkiej,
są dostępne dla widzów z zagranicy. Z kolei francuski kanał satelitarny TV5 nadaje niektore programy
francuskojęzyczne z dodatkowymi napisami, tak żeby ułatwić obcokrajowcom naukę języka.
Ja nauczyłem się podstaw angielskiego na polskiej kinowej wersji Gwiezdnych Wojen (z napisami), którą
dostałem na kasecie jak miałem 6 lat.
Niestety, przyczyny żywotności lektorów są proste: po pierwsze Polska jest krajem analfabetów. Po
drugie lektor jest po prostu najtańszy i najszybszy. Parę godzin i materiał gotowy do emisji. Napisy
trzeba nakopiowywać, korygować, synchronizować. A dubbing to w ogóle ogromne przedsięwzięcie.
Konkluzja jest taka: dubbing w kreskówkach i filmach dla dzieci, a w innych produkcjach tylko podpisy.
Niech się ludzie uczą czytać.
___
Mądrość dedykowana braciom Kaczyńskim:
Dwa półd*pki tworzą jedną d*pę, ale dwa półgłówki nie tworzą jednej głowy.

hehe, kreskówka świetna :)

a co do Tsubasy to "podniebny futbol braci Tashibana" (bo tak to się po polsku nazywało) to jedna z niewielu rzeczy, które pamiętam z odległych czasów, kiedy oglądałem tą bajkę :)

Odpowiem od razu wszystkim:
Nie czepiam się Boba budowniczego, ani nawet starych polskich bajek. To
rozumiem, Bob czy listonosz Pat to bardzo fajne, nowoczesne bajki. Czepiam się
bajek Disneya z lat 30, które są jednymi z pierwszych filmów dźwiękowych jakie
w ogóle na świecie nakręcono, dialogi zastępuje muzyka, a kaczora Donalda to
jeszcze nawet nie wymyślono (może to zresztą taki ukryty powód emisji ;-)).
Byłem już dwa razy w sytuacji gdy przy mnie dwoje różnych dzieci (5 i 7 lat) w
różnych domach czekały na bajkę i taką sobotnią bajką było bardzo rozczarowane.
Przepraszam, że na ich podstawie generalizuję, ale uważam, że dzieciom należy
się coś więcej z naszego abonamentu niż muzeum kina. Te bajki tylko w takich
kategoriach należy rozpatrywać, tym bardziej, że już je wielokrotnie sam
widziałem (np koncert Mikiego). Wszystko jest w nich szare i bure, kolory
wyblakłe, archaiczna, brzydka kreska. To jest dokładnie tak samo jakby w prime
time o 20 TVP wciąż puszczało nam nieme filmy z Chaplinem. Fajne, super, pomnik
kina ale po co? Zdaje się, że przy tak starych bajkach wygasły już prawa
autorskie (75 lat), więc pewnie TVP nawet nie musi płacić Disneyowi tantiem.
Skoro żądamy dobrych filmów w TVP za nasz abonament to żądajmy ich także dla
dzieci. Nie chodzi mi o dziwaczne bajki z przemocą, ale cokolwiek robionego w
miarę współcześnie (zauważcie, że Smerfy i Gumisie to lata 80, a Kubuś Puchatek
90), i zwyczjnie estetycznego. Niech będą poczciwi Kaczor z Mikim, ale w
kolorach dających się oglądać! Disney przecież nie bez powodu ewoluował i z
czasem złagodził kreskę oraz wyrzucił z kreskówek te obrzydliwe wyszczerzone
krowy. Jeśli coś jest brzydkie to po co to pokazywać dzieciom?

U nas egzamin zdaja polskie DVD, z roznymi bajkami-kreskowkami i polskie gry
komputerowe, wszystko w merlinie.
Dostal tez maly laptop po polsku, ale okazal sie niewypalem, maly ekran, uboga
grafika, przegrywa z grami komputerowymi.


Z pewnością, z pewnością wojny zrobiły swoje, komuniz itd.
a...korporacje , kapitał i zachód, to zupełnie inna bajka.
Korporacje , kapital zachód, pod pozorem inwestycji wykorzystują ubóstwo tego
kraju. Ci, którzy zetknęli się z obcym kapitałem, wiedzą o czym mówię. I
bynajmniej nie wypowadam się tutaj
z perspektywy zgorzkniałego, sfrustrowanego nieudacznika, któremu nic sie w
życiu nie udało.
Patrzę trzeźwym okiem.Nie mogę się pozytywnie nastawic, widząc tę ponurą
beznadzieję, wyzierającą
zewsząd nędzę. Zwątpienie nie jest mi do niczego potrzebne, ale zwątpienie to
nie rzecz
woli.Czy mógłbyś pokocha kogoś na siłę?Zgadnę,że nie. Będąc za granicą
przypadkeim ktoś pokazał mi film,
to kreskówka, szulcowska ulica Krokodyli, jak ktoś widział, to ta bajka i nie
bajka doskonale oddaje
ponury obraz polski-niby przedwojennej, ale....
Nie cchę patrzeć za naszą wschodnia granicę. Nie cche mi sie odnosić się do
czegoś, to żadne pocieszenie.
Jeśli kogoś pociesza,że nie mamy Łukaszenka czy Putina, to juz powinno być
szczytem szczęscia...to ok, mnie to nie pociesza.
Ktoś kiedyś powiedział:
"Polacy nie gęsi...", ale Polacy to są typowe gęsi. Pochwalają tylko to co
obce, nie twierdzę,że nie należy uczyć się
języków, ale...trzeba też szanować swój.Zanim się będzie walczyło i ginęło
w "walce" o obce dobra i terytoria,
trzeba by powalczyć o swoje. Polska wykazuje się głupotą i naiwnością,
pieniactwem, nie dba o swoje interesy tylko o interesy innych.
Co tu może być pocieszającego?Nie liczę,że wszystko będzie ok od razu, ja w
ogóle nei lcizę ,że będzie dobrze, bo wiele wody w Wiśle jeszcze upłynie.
Tia...rzeczywiście, jak sobie pościelesz.Jak sie rozepchasz łokciami, jak
pokopiesz bezbronnego, jak doniesiesz na kolegę,
jak dasz łapówkę policji, w urzędzie, jak masz znajomości w sądzie, jak dasz
d.,zeby się wkręcić tu i tam.Czy o to ci chodziło?
Ale dobrze,że jesteś optymistą. Przynajmniej to jest pozytywne :)

A ja mam jeszcze jedno wytłumaczenie! Bajkowe - pamiętacie, kiedyś
zastanawiałyśmy się, z jakich bajek biorą się inspiracje do nadawania imion.
Typu "Pszczółka Maja".
Otóż jetem pewna, że w czasach zamierzchłych, gdy miałam coś ok. 6 lat, w
telewizji polskiej nadawali kreskówkę-serial o trzech muszkieterach, w wersji
"zwierzęcej", muszkieterowie mianowicie byli psami, wredna Milady-kotką itd.
Serial tym różnił się jeszcze od książki, że kończył się happy endem, nie
występowała w nim w roli ukochanej D'Artagana Konstancja, tylko, uwaga - JULIA!
Może dlatego tyle osób pisze, że "chciałam to imię swojej córce nadać od
zawsze". Od zawsze czyli od dzieciństwa, czyli w zasłyszanych wtedy imionach
trzeba szukać "korzeni" mody. Kreskówki prawie nikt nie pamięta (ja poczytałam
sobie swój pamiętnik z czasów dzieciństwa, taki wiecie, na gorze róże na dole
fiołki), ale pozytywne skojarzenie pozostało.
Co Wy na to? Ktoś pamięta tę kreskówkę?
Ja wiem, że mi się imię Julia spodobało też ogromnie dawno temu, zwłaszcza od
kiedy przeczytałam "Srebrne krzesło" z cyklu narnijskiego. Na pewno 16 lat temu,
gdy miał się urodzić się mój brat, obie z siostrą nalegałyśmy, żeby jeśli będzie
dziewczynką, został Julią. I wtedy jeszcze to imię popularne nie było. Potem
moja siostrzyczka nadała sobie to imię na bierzmowanie i zaczęła się nim
posługiwać na codzień (bo ma sporo imienniczek), no i tez było "jakie
oryginalne, niespotykane, naprawdę tak masz na imię?" Ja boom na Julki
zauważyłam jakieś 10 lat temu, może nawet wcześniej. Na pewno przed 2000!
No i chociaż tak mi się to imię podoba, zrezygnowałam z uszczęśliwienia nim
moich córeczek.

p8 napisał(a):
fajnie jest sobie wspominać jakie
> były początki kina w Łodzi...

Początków nie pamietam, ale z czasów wczesnego Gomułki -
proszę bardzo:

Na Piotrkowskiej między ówczesną jednojezdniową Główną
(dziś Piłsudskiego) a Roosevelta było kilka posesji,
których wąskie a głębokie podwórka sięgały daleko w
stronę Sienkiewicza. W jednym z tych podwórek, pełnym
szop, przybudówek i stajni było w prawej oficynie kino
Adria. Kino o przedwojennej proweniencji sądząc po
wyleniałych a zżartych przez mole pluszach w poczekalni.
Teraz stoi tam mniej więcej wieżowiec BRE i Central II.

Na Franciszkańskiej niedaleko Wojska Polskiego było kino
Pionier. Budynek stoi nadal, dom handlowy. Kino słynęło
ze skrzypiącej podłogi, takichż foteli oraz grubej
bileterki ksywa Ciotka, która wpuszczała nas -
gówniarstwo na Prawdziwe Dorosłe Filmy. Mekka wagarowiczów.

Kino Wisła - vis a vis Gdyni, na Andrzeja przy
Piotrkowskiej, miało największe tremo jakie widziałem,
powiedzmy tak z 5 x 2 metry. Nie składane z mniejszych
kawałków ale z jednej płyty szkła. Wisiało w foyer, w
potężnej złoconej ramie.

Kino Tatry na Sienkiewicza puszczało - jedyne w Łodzi -
godzinne bloki kreskówek, wśród których trafiały się
rarytasy - filmiki z Tomem & Jerrym, z kapitalnym
dubbingiem Ireny Kwiatkowskiej. Mówiło się ' idziemy na
bajki'. Czasem, ale to bardzo rzadko, dawali też
prawdziwe Disneye.

Skoro o Disney'ach mowa: w tv w każdą niedzielę w porze
obiadowej leciał godzinny program Disney'a, jeden cały
film albo najbardziej przez nas ulubona składanka
krótkich filmików z Myszką Miki, Donaldem etc. Oglądło
się to z zapartym tchem na czarno - białym telewizorze u
sasiadów.
Syndrom 'chodzenia na telewizję', jako powszechne
zjawisko społeczne w czasach kiedy w Polsce było 100 tys.
telewizorów z pewnością doczeka się kiedyś naukowych
opracowań. Gdzieś o tym już pisałem wcześniej, wątek 'to
se ne vrati...'

A knajpa Słoń (specjalność gicz cielęca z pampuchami,
teraz Hortex), a kawiarnia Turecka z kawą parzoną
Naprawdę po Turecku - w piekarniku, a pijalnie Pywa
Kuflowego, a specjalne kioski z Tymże i Wzmacniaczem -
tomy by pisać.

Rozrzewniłem się conieco; byłem wtedy Młody, Piękny i
Pryszczaty.

Jak Disney jest właścicielm bajek, to ja Iliady...
Czy Disney Company wystąpi przeciw Lidze Polskich Rodzin?

Marek Wiatrak, Radom 13-06-2003, ostatnia aktualizacja 13-06-2003 20:04

Czy Disney Company wystąpi z pozwem przeciw Lidze Polskich Rodzin? Bez zgody
firmy na plakatach namawiających do głosowania przeciw wejściu Polski do
Unii Europejskiej znalazły się postaci z filmów rysunkowych Disneya.
czytaj dalej »
r e k l a m a

Anna Zaliwska z polskiej filii Disney Company poinformowała, że firma nic
nie wiedziała o wykorzystaniu na plakatach postaci ze swych bajek. -
Dostaliśmy sygnał o takich plakatach tylko z Radomia. Nie mamy w Polsce
działu prawnego, więc skierowaliśmy sprawę do prawników w USA, oni
zdecydują, czy Disney będzie dochodził rekompensaty z tytułu naruszenia praw
autorskich - mówi Zaliwska.

Plakaty opatrzone nazwą i logo Ligi Polskich Rodzin przedstawiają Królewnę
Śnieżkę lub Pinokia. Królewna przestrzegana jest napisem "nie daj się
oszukać" przed przyjęciem jabłka od Baby Jagi ubranej w unijną flagę. Z
kolei Pinokio, któremu nos rośnie z każdym kłamstwem, mówi "w UE będzie
lepiej".

Jednak LPR nie przyznaje się do plakatów. W centrali partii poinformowano
nas, że nikt ich nie widział. Odesłano nas do posła Zygmunta Wrzodaka. - W
tej sprawie odbyło się dziś posiedzenie prezydium klubu. To ja akceptowałem
plakaty przed referendum i nie było wśród nich takich z postaciami z
kreskówek Disneya - powiedział nam Wrzodak. Dodał, że w sprawie zostanie
przeprowadzone śledztwo. - Po odkryciu winnego skierujemy przeciw niemu
pozew do sądu. Być może - ale być może te plakaty rozwiesił ktoś z naszych
lokalnych struktur.

Prezes radomskiej LPR Witold Bałażak powiedział nam: - My mieliśmy inne
plakaty. Te z postaciami z bajek rzuciły mi się w oczy gdzieś na mieście,
ale nie mamy z nimi nic wspólnego.

Disney posiada p[rawa do swych postaci, np myszki

Mickey. Uzywanie tych rysunkow bez pozwolenia Disney Company jest
kradzieza,wiec przestepstwem. Dla pikanterii; Disney jest prowadzony przez
Zyda i ta superbpogata kompania wygrywa wszystkie tego typu sprawy, nawet w
Chinach. Moze dokopie antysemitom z LPR na dodatek za antysemickie podburzanie
i klamstwa w RM i ND.

Gość portalu: +++Ignorant napisał(a):

> Czy Disney Company wystąpi przeciw Lidze Polskich Rodzin?
>
>
> Marek Wiatrak, Radom 13-06-2003, ostatnia aktualizacja 13-06-2003 20:04
>
> Czy Disney Company wystąpi z pozwem przeciw Lidze Polskich Rodzin? Bez zgody
> firmy na plakatach namawiających do głosowania przeciw wejściu Polski do
> Unii Europejskiej znalazły się postaci z filmów rysunkowych Disneya.
> czytaj dalej »
> r e k l a m a
>
>
>
> Anna Zaliwska z polskiej filii Disney Company poinformowała, że firma nic
> nie wiedziała o wykorzystaniu na plakatach postaci ze swych bajek. -
> Dostaliśmy sygnał o takich plakatach tylko z Radomia. Nie mamy w Polsce
> działu prawnego, więc skierowaliśmy sprawę do prawników w USA, oni
> zdecydują, czy Disney będzie dochodził rekompensaty z tytułu naruszenia praw
> autorskich - mówi Zaliwska.
>
> Plakaty opatrzone nazwą i logo Ligi Polskich Rodzin przedstawiają Królewnę
> Śnieżkę lub Pinokia. Królewna przestrzegana jest napisem "nie daj się
> oszukać" przed przyjęciem jabłka od Baby Jagi ubranej w unijną flagę. Z
> kolei Pinokio, któremu nos rośnie z każdym kłamstwem, mówi "w UE będzie
> lepiej".
>
> Jednak LPR nie przyznaje się do plakatów. W centrali partii poinformowano
> nas, że nikt ich nie widział. Odesłano nas do posła Zygmunta Wrzodaka. - W
> tej sprawie odbyło się dziś posiedzenie prezydium klubu. To ja akceptowałem
> plakaty przed referendum i nie było wśród nich takich z postaciami z
> kreskówek Disneya - powiedział nam Wrzodak. Dodał, że w sprawie zostanie
> przeprowadzone śledztwo. - Po odkryciu winnego skierujemy przeciw niemu
> pozew do sądu. Być może - ale być może te plakaty rozwiesił ktoś z naszych
> lokalnych struktur.
>
> Prezes radomskiej LPR Witold Bałażak powiedział nam: - My mieliśmy inne
> plakaty. Te z postaciami z bajek rzuciły mi się w oczy gdzieś na mieście,
> ale nie mamy z nimi nic wspólnego.
>

no właśnie. Ja od miesięcy zwiedzam księgarnie w poszukiwaniu ciekawych książek
dla mojego prawie-czterolatka, który troszkę czyta sam, a troszkę z Mamą :)
Co znajduję? Przeróbki klasycznych bajek w wersji Disneyowskiej (i w nowym
tłumaczeniu, żeby nie płacić tantiem tłumaczom). Debilne wierszyki typu "dwie
strony obrazka, linijka tekstu". bajeczki o piłkach co skakały po lesie i
wreszcie nieśmiertelne, zawsze te same, wiersze Brzechwy i Tuwima. Szkoda
pieniędzy. Wszystkie te książki mają mnóstwo wesołych, kolorowych ilustracji z
wielkimi oczami i puchatymi stworkami, różne wycięte otworki itp. "atrakcje", i
są śliczniutkie do obrzydliwości.
Przeczytaliśmy Kubusia Puchatka i Misia Paddingtona, i tyle :-(
Mój syn ogląda Cartoon Network i sam wybiera co obejrzy. Co dziwne, najbardziej
lubi te "brzydkie" kreskówki typu Bliźniaki Cramp, Ed, Edd & Eddy, Chojraka. Co
dziwne, śmieje się w odpowiednich momentach i reaguje na czasem absurdalne
dowcipy. uwielbia też Shreka i "sąsiadów". Śliczniutkie filmy Disneya omija
szerokim łukiem i wychodzi do swojego pokoju. Wytrzymał 3 minuty Króla Lwa.
Jego wybór - dopóki na ekranie nie padają trupy, może wybierać.
Bardzo bym chciała, żeby te książki z artykułu były dostępne w Polsce, po
polsku. Życie składa się również (a może głównie) z pogrzebów, robienia kupy,
smarkania nosa, zdejmowania majtek. Większe jest prawdopodobieństwo, że mojemu
synowi umrze dziadek i trzeba go będzie pochować ( a choćby i pod domem), niż
że spotka wesołego krasnala z wielkimi oczami. Wolę, żeby wiedział, że może
nazywać siusiaka "armatką" (i narysował armatkę) niż żeby codziennie pytał co
znaczy słowo "ch..." na murze sąsiedniego bloku. Wolę, żeby mógł czytać
książki, które w zabawny sposób pokażą mu świat bez hipokryzji, niż żeby czytał
słodką przetrawioną przez cenzurę papkę.
Szkoda, że w Polsce uważa się, że ludzie są za głupi żeby świadomie wybierać.
Przecież nikt nikomu nie każe czytać takich książek dzieciom, chodzi o wybór,
prawda? mamy w sklepach mięso i warzywa, wegetarianie nie muszą kupować
szynki...
Pozdrawiam,
Antonina

Dziennik Łódzki Piątek 19.06.2007

Uszatek po japońsku

Najpopularniejszy polski miś - Uszatek z łódzkiego Se-Ma-Fora - robi karierę w
Japonii, Spodobał się tam tak bardzo, że ma swoje strony internetowe, na których
śpiewa i mówi po japońsku, w telewizji emitowany jest serial o jego przygodach,
a w sklepach można kupić płyty DVD i zabawki przedstawiające postacie bohaterów
serii

Japończycy zakochali się w Misiu Uszatku

Po japońsku Uszatek nazywa się Kumachan (wymowa: kuma-czan), a serial Se-Ma-Fora
„Oyasumi Kumachan", co znaczy „Dobranoc Mały Misiu". Lansowaniem naszego
bohatera w Japonii zajęła się firma Eden Entertainment Inc., znany na tamtejszym
rynku dystrybutor i producent filmów. Mali Japończycy mogą już nie tylko oglądać
serial w telewizji, ale i kupować płyty DVD czy zabawki, przedstawiające postaci
bohaterów serii.
- Japończycy są bardzo zainteresowani udziałem w koprodukcji nowego serialu lub
filmu pełnometrażowego z Misiem Uszatkiem, który przygotowuje Se-Ma-For -
zapewnia Zbigniew Żmudzki, szef Se-Ma-For Film Production w Łodzi.
Być może współpraca z Japończykami rozwiązałaby kłopoty łódzkiej firmy z
rozpoczęciem kontynuacji przygód misia. Dotychczas nakręcono 104 odcinki serii.
Wstępne scenariusze kolejnych są gotowe. Uszatek miałby w nich stać się bardziej
współczesnym bohaterem i korzystać m.in. z telefonu komórkowego i komputera
Se-Ma-For od dłuższego czasu stara się zainteresować Telewizję Polską
wznowieniem serialu, ale ta konsekwentnie odmawia.
Na japońskiej stronie poświęconej Uszatkowi (www.oyasumi-kumachan.com)
znajduje się historia misia, prezentacja poszczególnych postaci, a nawet
polskich książek o Uszatku. Na stronie eden-entertainment.jp zamieszczono
zaś odcinek serialu, zatytułowany „Deszczyk", w którym możemy usłyszeć Uszatka
śpiewającego i mówiącego po japońsku.
Nasz miś jest znany w wielu krajach. Poza Polską najpopularniejszy jest w
Finlandii, gdzie nazywa się Nalle Luppakorva (strona internetowa:
www.yle.fi/pikkukakkonen/25/esittely/nalle_luppakorva.htm ) i w Słowenii
- tam zwany jest Medvedek Uchec -
www. slocartoon. net/? main=carto-s/cartoon&cartoon_id=848.
Okazuje się, że między krwistymi japońskimi mangami, a pełnymi fantastycznych
bohaterów kreskówkami amerykańskimi, dzieci chcą oglądać
ładne, urocze, czyste i szlachetne bajki o polskim misiu. Być może właśnie takie
rodzime produkcje mogą być tym, za co jeszcze polubi nas świat i co będziemy
mogli innym zaoferować. Być może zrozumie to TVP, by dzieci mogły ją lubić, tak
jak lubią misie... ■

DARIUSZ PAWŁOWSKI

Przedszkole-poradzcie (dlugie)
Niedawno
(miesiac temu) przeprowadzilismy sie do innej dzielnicy.
Po przeprowadzce zmienilismy naszej corci przedszkole, bo dojezdzac od
obecnego 45 minut autostradami, na ktorych wiadomo rano i po poludniu sa
korki, nie
bylo sensu.
W poprzednim przedszkolu bardzo nam sie podobalo, bylo ono dobrze
zorganizowane, dzieci mialy ciekawe zajecia, wszystko bylow 15 minutowych
blokach, dzieciaki sie nie nudzily a panie caly czas cos z nimi robily. TV
bylo tylko raz w tygodniu, w piatek po poludniu, bo koniec tygodnia i tez
duzo rodzicow odbiera dzieci wczesniej. I zawsze byla to jakas bajka a nie
ogladnie kreskowek-sala zaciemniona, jak w kinie, dzieciaki to lubily.
Ogolnie same superlatywy. Tylko budynek byl nieciekawy i nie bylo lunchu.
Nowe przedszkole-lokalizacja lepsza, 3 piekne podworka z “osprzetem”, sam
budynek budowany na day care, po remoncie, duzo miejsca, kuchnia wiec 2
cieple posilki dziennie, duzo wycieczek. Ale…organizacja koszmarna. Nikt nic
nie wie, odwolywane sa zajecia w ostatniej chwili, w wakacje niby bylo summer
curriculum ale nie zawsze zajecia odbywaly sie zgodnie z planem. Jak
przychodze z mala rano to panie siedza zaspane przy stole, na ktorym jet
balagan, gadaja, pija kawe z 7’eleven a dzieciarnia robi co chce. Raz bylo
wlaczone tv –jakies kreskowki. To samo po poludniu jak odbieram mala. Mala
nie potrafi powiedziec, co robili przez caly dzien-pamieta tylo, ze jadla
lunch czy ze spala, a wczesniej potrafila opowiadac. Niby mala jest
zadowolona , nie placze rano, ze nie chce isc, lubi swoja pania, powoli
zapamietuje imiona kolezanek.
Wczoraj dyrektorka zazyla mnie stwierdzeniem, ze w przyszlym tygodniu
czwartek i piatek day care jest zamkniete bo nauczycielki maja planning day i
na moja konsternacje wyjasnila, ze w szkolach pulblicznych tez tak jest. Ale
to nie jest przedszkole publiczne ale prywatne day care!!! O czym stakim
powinna nam powiedziec jak zapisywalismy mala a nie z tygodniwym
wypzredzeniem. Ja nie mam juz wolnych dni i na razie nie wiem, co zrobimy z
mala. Przy zapisywaniu jej nie dostalismy zadnego policy, dyrektorka sie
tlumaczyla, ze sa w trakcje rewriting i dostarczy nam kopie jak tylko bedzie
gotowa.
21 sierpnia zaczyna sie szkola i oni nie maja nic zaplanowane na najblizszy
tydzien …bo bedzie mlyn zwiazany z zapisywaniem dzieci a i tak 2 ostatnie dni
nie pracuja. Tylko ja mam ochote zapytac: a co mnie to obchodzi, ze maja
mlyn, ja place za day care a nie babysitting mojego dziecka i place dosc duzo.
Kurcze nie wiem co zrobic. W okolicy nie ma innego przedszkola, ktore by nam
odpowiadalo, szukalam kilka tygodni przed i po pzezprowadzce. Mala bedzie tam
tylko rok bo potem idzie do catholic school (ma 4 lata teraz). Szukac czegos
innego? Wrocic do poprzedniego przedszkola? Poczekac az sie zacznie rok
szkolny i wejdzie w zycie program szkolny, gdzie dzieci maja rozne bardziej
intelektualne zadania (co prawda nie bedzie miala juz ani jezyka migowego ,
ani hiszpanskiego) i jesli nadal bedzie sie to nam nie podobac to ja wtedy
przeniesc?
Dodatkowo mala pojdzie od wrzesnia do polskiego przedszkola (soboty 4h) gdzie
bedzie sie troche wiecej uczyc wiec sie to mzoe wyrowna (polskie przedszkole
iw ogole szkola jest na bardzo wysokim poziomie).
Mala przezyla przeprowadzke bardzo (atak astmy, po ktorym wyladowala w
szpitalu i moczenie sie w nocy), niby ma teraz lepiej ale zawsze to dla
dziecka stress i bylby kolejny jakbysmy ja dali do nowego przedszkola.
Czy moze ja sie czepiam i mam za wysokie wymagania?

Mala jest tam dopiero 3 tygodnie i ja na razie wstrzymuje sie z rekacjami,
awanturami itd, obserwuje i czekam na rozwoj sytuacji, bo nie chce tam
zaczynac jako mamusia co sie awanturuje. Nie da sie ukryc, porownuje z
poprzednim pzredszkolem i porownanie jest mocno na minus.
nie wiem, czy ma to znaczenie ale dzielnica jest generalnie czarna i mala
jest znow w mniejszosci rasowej (jest tam jeszcze 1 biala dziewczynka w
mlodszej grupie i 1 azjatka w innej grupie).

Witam sie i o rade pytam (dlugie)
O jak dobrze ze znalazlam to forum! Witam wszystkich.
Mieszkam od kilku lat w USA, mam 4 letnia coreczke, ktora od roku chodzi do
tutejszego day care-odpowiednik mnej wiecje polskiego pzredszkola. Niedawno
(miesiac temu) przeprowadzilismy sie do innej dzielnicy.
Po przeprowadzce zmienilismy naszej corci przedszkole, bo dojezdzac od
obecnego 45 minut autostradami, na ktorych wiadomo rano i po poludniu sa
korki, nie
bylo sensu.
W poprzednim przedszkolu bardzo nam sie podobalo, bylo ono dobrze
zorganizowane, dzieci mialy ciekawe zajecia, wszystko bylow 15 minutowych
blokach, dzieciaki sie nie nudzily a panie caly czas cos z nimi robily. TV
bylo tylko raz w tygodniu, w piatek po poludniu, bo koniec tygodnia i tez
duzo rodzicow odbiera dzieci wczesniej. I zawsze byla to jakas bajka a nie
ogladnie kreskowek-sala zaciemniona, jak w kinie, dzieciaki to lubily.
Ogolnie same superlatywy. Tylko budynek byl nieciekawy i nie bylo lunchu.
Nowe przedszkole-lokalizacja lepsza, 3 piekne podworka z “osprzetem”, sam
budynek budowany na day care, po remoncie, duzo miejsca, kuchnia wiec 2
cieple posilki dziennie, duzo wycieczek. Ale…organizacja koszmarna. Nikt nic
nie wie, odwolywane sa zajecia w ostatniej chwili, w wakacje niby bylo summer
curriculum ale nie zawsze zajecia odbywaly sie zgodnie z planem. Jak
przychodze z mala rano to panie siedza zaspane przy stole, na ktorym jet
balagan, gadaja, pija kawe z 7’eleven a dzieciarnia robi co chce. Raz bylo
wlaczone tv –jakies kreskowki. To samo po poludniu jak odbieram mala. Mala
nie potrafi powiedziec, co robili przez caly dzien-pamieta tylo, ze jadla
lunch czy ze spala, a wczesniej potrafila opowiadac. Niby mala jest
zadowolona , nie placze rano, ze nie chce isc, lubi swoja pania, powoli
zapamietuje imiona kolezanek.
Wczoraj dyrektorka zazyla mnie stwierdzeniem, ze w przyszlym tygodniu
czwartek i piatek day care jest zamkniete bo nauczycielki maja planning day i
na moja konsternacje wyjasnila, ze w szkolach pulblicznych tez tak jest. Ale
to nie jest przedszkole publiczne ale prywatne day care!!! O czym stakim
powinna nam powiedziec jak zapisywalismy mala a nie z tygodniwym
wypzredzeniem. Ja nie mam juz wolnych dni i na razie nie wiem, co zrobimy z
mala. Przy zapisywaniu jej nie dostalismy zadnego policy, dyrektorka sie
tlumaczyla, ze sa w trakcje rewriting i dostarczy nam kopie jak tylko bedzie
gotowa.
21 sierpnia zaczyna sie szkola i oni nie maja nic zaplanowane na najblizszy
tydzien …bo bedzie mlyn zwiazany z zapisywaniem dzieci a i tak 2 ostatnie dni
nie pracuja. Tylko ja mam ochote zapytac: a co mnie to obchodzi, ze maja
mlyn, ja place za day care a nie babysitting mojego dziecka i place dosc duzo.
Kurcze nie wiem co zrobic. W okolicy nie ma innego przedszkola, ktore by nam
odpowiadalo, szukalam kilka tygodni przed i po pzezprowadzce. Mala bedzie tam
tylko rok bo potem idzie do catholic school (ma 4 lata teraz). Szukac czegos
innego? Wrocic do poprzedniego przedszkola? Poczekac az sie zacznie rok
szkolny i wejdzie w zycie program szkolny, gdzie dzieci maja rozne bardziej
intelektualne zadania (co prawda nie bedzie miala juz ani jezyka migowego ,
ani hiszpanskiego) i jesli nadal bedzie sie to nam nie podobac to ja wtedy
przeniesc?
Dodatkowo mala pojdzie od wrzesnia do polskiego przedszkola (soboty 4h) gdzie
bedzie sie troche wiecej uczyc wiec sie to mzoe wyrowna (polskie przedszkole
iw ogole szkola jest na bardzo wysokim poziomie).
Mala przezyla przeprowadzke bardzo (atak astmy, po ktorym wyladowala w
szpitalu i moczenie sie w nocy), niby ma teraz lepiej ale zawsze to dla
dziecka stress i bylby kolejny jakbysmy ja dali do nowego przedszkola.
Czy moze ja sie czepiam i mam za wysokie wymagania?

Mala jest tam dopiero 3 tygodnie i ja na razie wstrzymuje sie z rekacjami,
awanturami itd, obserwuje i czekam na rozwoj sytuacji, bo nie chce tam
zaczynac jako mamusia co sie awanturuje. Nie da sie ukryc, porownuje z
poprzednim pzredszkolem i porownanie jest mocno na minus.
nie wiem, czy ma to znaczenie ale dzielnica jest generalnie czarna i mala
jest znow w mniejszosci rasowej (jest tam jeszcze 1 biala dziewczynka w
mlodszej grupie i 1 azjatka w innej grupie).

1. FAITH NO MORE

Wszystkie płyty studyjne warte uwagi, koncertówka rozczarowuje

2. MR.BUNGLE

"California" jrest przystępna i dosyć przebojowa, "Disco Volante" -
esperymentalna i chaotyczna natomiast debiut czyli "Mr.Bungle - zawiera w sobie
cechy obu wymienionych wyżej płyt.

3. FANTOMAS

Wyróżniają się "The Director's Cut" - klimatyczne przeróbki motywów filmowych
oraz "Suspended Animation" gdzie w schizową muzykę włączono sample z kreskówek
co dało bardzo intrgujący efekt.
"Delirium Cordia" to jeden, 75 minutowy utwór - muzyczne ekstremum. "Fantômas"
trochę przypomina "Suspended Animation" ale jest mniej ciekawe.
"Millennium Monsterwork 2000" to taki tam, średni koncercik.

4. TOMAHAWK

"Mit Gas" ma bardzo wyraziste refreny, jest dosyć przystępne, debiut (czyli
"Tomahawk") podobnie, ale ma słabsze kompozycje.
"Anonymous" to już inna bajka, płyta osadzona w indiańskich motywach, pozbawiona
"normalnego" wokalu ale jak najbardziej warta poznania.

5. LOVAGE

"Music to Make Love to Your Old Lady By" - płyta w klimacie trip-hopu (choć nie
jest to trip-hop sensu stricto). Patton śpiewa w duecie z Jennifer Charles,
jedną z ciekawszych wokalistek jakie znam.

6. PEEPING TOM

"Demos" - podziemne wydawnictwo, łatwo dostępne w P2P. Patton u szczytu
możliwości wokalnych.
"Peeping Tom" - jedyna płyta studyjna tego projektu. Są 2 perełki - "Mojo" i
"We're Not Alone" oraz intrygujący duet Pattona z Norah Jones. Reszta bezpłciowa.

7. MARDOROR

Jedyna płyta tego projektu to "She". Kolaboracja Pattona z Merzbow, japońskim
muzykiem noisu. Dużo chałaśliwych i zagmatwanych dźwięków. Sztuka dla sztuki.

8. PATTON & JOHN KAADA

Płyta "Romances" - najbardziej relaksacyjna i spokojna w dorobku Pattona. Miła
odskocznia od Fantomasów czy Tomahawków.

9. PATTON & THE DELLINGER ESCAPE PLAN

EP'ka "Irony Is A Dead Scene" - tym razem jest ostro, agresywnie, metalowo.
Kolejne potwierdzenie możliwości wokalnych Pattona.

10. GENERAL PATTON VS THE X-ECUTIONERS

Hip-hopowe beaty w połączeniu z odgłosami z pola walki i wokalem Mike'a.

11. PATTON & JOHN ZORN

Efekty ich współpracy widać na kilkunastu płytach - czasem Patton wpadał nagrać
z Zornem tylko jeden utwór (np. "The Ballad of Hank McCain" na płycie "Big
Gundown"), innym razem towarzyszył mu przez cały krążek (np. "Hemophiliac",
"Weird Little Boy"). Jest to awangardowy jazz z pokrzykiwaniami i szeptami
Pattona, muzyka improwizacyjna, trudna w odbiorze ale coś w sobie ma.

12. PATTON SOLO

Z trzech płyt wydanych wyłącznie pod jego nazwiskiem najlepsza jest ostatnia
czyli soundtrack do "Perfect Place" (wydana w tym roku). Pozostałe są nagrane
przy współpracy z Johnem Zornem i jak dla mnie są to najgorsze wydawnictwa w
całej kaierze Pattona. No chyba, że kogoś jarają kaszle i warczenie przy dźwięku
spadających garnków...

Ogółem Mike Patton pojawia się na około 70 płytach (wliczając w to występy
gościnne na płytach różnych artystów czy różnorakie składanki, gdzie pojawia się
tylko w pojedyńczych utworach). Dla porównania - nazwisko Franka Zappy widnieje
na ok. 60 płytach (biorąc pod uwage wyłącznie te wydane za jego życia). Zresztą
trzeba pamiętać, że Patton ma dopiero 40 lat - Zappa w jego wieku nagrał "tylko"
27 płyt. Z kolei jeden z najbardziej płodnych polskich muzyków - Ryszard Tymon
Tymanski będąc rówieśnikiem Pattona współuczestniczył dotychczas w powstaniu 24
płyt.

Jakość programów edukacyjnych możesz ocenić na www.itvp.pl, tam są do obejrzenia
wyemitowane już odcinki rozmaitych programów edukacyjnych wyprodukowanych przez
telewizję polską, wczoraj właśnie robiłam przegląd zadając sobie podobne
pytanie... Ta jakość nie rzuca na kolana, mnie by się chyba ani samej nie
chciało oglądać, ani polecać dziecku (na razie mam dwa, troszkę starsze od
Twoich). Moi oglądają rozmaite DVD wyprodukowane przez BBC albo dołączane w
różnych czasach na przykład do Rzeczpospolitej. O programach dla dzieci nie
wspomnę, bo moim zdaniem i Domisie, i Domowe przedszkole, i dobranocki są raczej
żenujące. O poziomie rozmaitych kreskówek nadawanych na cartoon network,
jetixie, mini mini, mam jak najgorsze zdanie. naprawdę wolę kupić / pożyczyć /
zamienić się ze znajomymi na pełnometrażowe filmy dla dzieci, które sama oglądam
z przyjemnością, ewentualnie zabrać je do kina, choć to rzadko.

Myślę, że telewizja ma na pewno jakieś zalety, ale ilość wad je, moim zdaniem,
niweluje. Być może z czasem, kiedy cała telewizja stanie się cyfrowa (w 2012 r.)
i dzięki temu będzie można regulować sobie, kiedy i co chcesz oglądać, z
reklamami czy bez itd. będzie to miało jakiś sens. Ale teraz, załóżmy, że chcesz
obejrzeć dobranockę: najpierw reklamy (ok, możesz włączyć dokładnie te parę
minut później, ale czy zdążysz, nie zgubisz początku bajki? więc włączasz
wcześniej i masz reklamy), a to naprawdę jest wkurzające, potem bajka, której
nie możesz przewidzieć, a naprawdę nie zawsze jesteś zdania, że to jest właśnie
to, co chcesz swojemu dziecku przekazać, potem znów reklamy.... Nie możesz
wrócić później z dzieckiem skądś, nie możesz zmienić planu dnia, nie może
posiedzieć na podłodze zaangażowana z nimi w jakąś grę, bo mamo, już siódma,
dobranoooocka. Rany...

Może później, jak dzieci będą miały dziesięć lat i więcej... Wtedy może
rzeczywiście coś tam sobie wybiorą, co będą chciały. Ale moim zdaniem, trzeba
spojrzeć prawdzie w oczy: to ma sens tylko ze względu na życie wśród
rówieśników, którzy dużo czasu spędzają przed telewizorem. Innymi słowy, to jest
jakaś danina, którą składasz życiu w społeczeństwie. Samo w sobie nie ma to -
moim zdaniem - wartości porównywalnej z innymi formami spędzania czasu: sportem,
spotkaniami towarzyskimi, lekturą, uprawianiem hobby. A wartość edukacyjna....
Sama oceń.

My mamy telewizor 14 cali podwieszony pod sufitem w jakimś pokoju na końcu domu.
Włączamy go raz na jakiś czas, może miesiąc, żeby zobaczyć coś, czym ekscytuje
się cała Polska, np. debatę prezydencką (która też, swoją drogą, śmiechu warta,
ale wszyscy o tym mówią). Może w takim zastosowaniu to ma jakiś sens... CHociaż
też nie jestem przekonana. Moi zdaniem brak telewizora w domu to żadna strata.
Znam mnóstwo rodzin, które nie mają. Mają dzieci, dzieci normalne. Czy mają
traumy i żale, tego nie wiem.

Wydaje mi się, że te traumy i żale działają w obie strony. Ja pamiętam moją mamę
wpatrzoną w ekran, bo własnie leci ulubiony serial (a po nim kolejny, i jeszcze
jeden) i ojca drzemiącego przez Teleexpresem. Szczerze mówiąc, wolałabym, żeby
ze mną pogadali Sama też spędziłam sporo godzin przed rozmaitymi programami,
których dziś w ogóle już nie pamiętam. Pamiętam za to chyba każdy wyjazd konno w
teren w moim życiu I dużo książek pamiętam

Dorota

Troche Cie zmartwie, poniewaz ja jestem z innych okolic a kazdy Land ma tu swoje widzimisie. Jednakze po przeprowadzce twoja corka ma obowiazek chodzenia do szkoly.Zakladam,ze myslisz o miejskiej podstawowce - w wiekszosci nabor zaczyna sie rok wczesniej ale jest tam margines na przyjecia dzieci m.in takich ,ktorych rodzice zglosic dziecko wczesniej nie mogli. U nas pierwsze zebranie informujace jest dla rodzicow dzieci w wieku 4 - 4,5 i odbywa sie w przedszkolach i szkolach. Dodatkowo rok przed otrzymuje się poczta list informujacy o naborze i placowkach w danym rejonie i dotyczy to kazdego dziecka z rocznika, odpowiednio wczesniej także gazety miejskie przygotowuja liste z info. o szkolach . Na stronach Jugendamt jest również o tym napisane. Jest o tym naprawde glosno. Do naboru potrzeba m.in. dokumenty takie jak dokumentacja przedszkola (testy z tabeli rozwoju wg wieku) plus opinia, atest lekarski ( badanie wzroku, sluchu, koordynacji ruchowej) plus ksero karty szczepien, formularz zgloszeniowy, pozniej jest zebranie ogolne, zebranie prywatne z wychowawca czesto w obecnosci psychologa szkolnego. Rzecz jasna nie zrobisz nic bez zameldowania w DE. Wszystko jest z gory dobrze rozplanowane i czesto dostaje sie plan roczny z terminami, istnieja i funkcjonuja tu tez znane nam z PL dwojki i trojki klasowe oraz „program” polegajacy na tym ,ze dzieci z klasy wyzej sa niejako opiekunami przy pierwszakach w praktyce to raczej kuleje ale idea jest sluszna. Wazne, ze twoje dziecko nie będzie anonimowe nie będzie numerem w dzienniku a i wychowawca ma w obowiazku nie tylko czuwac nad postepem nauki a zwracac uwage na aspekty takie jak np. rozwoj emocjonalny, zdolnosci motoryczne , zachowania spoleczne co owocuje tym,ze mnostwo dzieci korzysta z bezplatnych zajec jak np. cwiczenia z logopeda, dodatkowa gimnastyka itd.Jasne, ze twoje dziecko się zintegruje , przyzwyczai do nowego otoczenia im wczesniej oslucha się z jezykiem ( wlasnie m.in. przez bajki ) tym lepiej. Lepiej moim zdaniem przez to ,ze już nowe srodowisko podwoduje stres a co mnie jako matke martwi najbardziej to to,ze dziecko może czuc się osamotnione, niepewne, nierozumiane ,obce a przez to może wystapic lek czy niechec do szkoly. Można dac niemal gwarancje na to,ze twoje dziecko będzie b. dobrze mowic po niem. Im wczesniej proces nauki w tym mlodym wieku się zacznie tym szybciej nie będzie sobie w glowie tlumaczyc slowek i zdan na jezyk ojczysty a wychwyci automatycznie sens przekazu i komunikaty stana się jasne, zrozumiale. Mnie doroslej osobie troche zabralo czasu zanim najpierw uczylam się slownictwa bazujac na polskim i tlumaczac zanim zaczelam machinalnie pojmowac a także uczac się w tym jezyku .Acha jeszcze co do nauczycieli studiuja tu Lehramt i często sa to 2 jak nie 3 fachy sa to ludzie majacy duzo oleju w glowie i ich studia baaaaaaardzo roznia się od tych z PL. W pobliskiej szkole prowadza również nauczanie jezyka tureckiego, rosyjskiego, greckiego, arabskiego i jakis dwoch innych normalnie ucza pisac, jest gramatyka, ortografia itd. dla Polakow w okolicy dziala szkolka przy Polskiej Misji Katolickiej. Wybieglam daleko w przyszlosc w waszym wypadku – zwroc jednak uwage na moje pierwsze zdanie skierowane do Ciebie.
Linki o które prosilas :
Podrzuce Ci link do babytv nadaja po niem. Naprawde fajna sprawa jakby tv edukacyjna, krotkie filmy , bajki,reportaze – widzialam angielska i niemiecka wersje podobno jest tez polska.
Probka tego o czym mowa, moja corka lubi Baby Chef o tym jak można samodzielnie przygotowywac proste posilki. Nie pamietam jak ten kanal odbierac, WAZNY JEST UMIAR i o ile celem ma być przyswjanie osluchanie jezyka to uwazam to za OK - bardziej niż kreskowki z Tomem i Jerrym gdzie się tylko ganiaja walac po lbach.
player26.narrowstep.tv/nsp.aspx?player=babytv_restoftheworld
www.babytvchannel.com/
Linki do forum a w nim sznurki do stron niemieckojezycznych
forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=37229
Wpadly mi w oko cwiczenia dla pierwszoklasistow i wyzej w sklepach sieci Tedi koszt to chyba 2-3 €
jakby Ci bardzo zalezalo zaznajomic się wczesniej z programem ale to naprawde piesni przyszlosci

wybacz bledy - to pospiech.

Myszka tak, ale Pinokio, ransoudki, królewna?
Gość portalu: abc napisał(a):

>
> Mickey. Uzywanie tych rysunkow bez pozwolenia Disney Company jest
> kradzieza,wiec przestepstwem. Dla pikanterii; Disney jest prowadzony przez
> Zyda i ta superbpogata kompania wygrywa wszystkie tego typu sprawy, nawet w
> Chinach. Moze dokopie antysemitom z LPR na dodatek za antysemickie
podburzanie
> i klamstwa w RM i ND.
>
> Gość portalu: +++Ignorant napisał(a):
>
> > Czy Disney Company wystąpi przeciw Lidze Polskich Rodzin?
> >
> >
> > Marek Wiatrak, Radom 13-06-2003, ostatnia aktualizacja 13-06-2003 20:04
> >
> > Czy Disney Company wystąpi z pozwem przeciw Lidze Polskich Rodzin? Bez zgo
> dy
> > firmy na plakatach namawiających do głosowania przeciw wejściu Polski do
> > Unii Europejskiej znalazły się postaci z filmów rysunkowych Disneya.
> > czytaj dalej »
> > r e k l a m a
> >
> >
> >
> > Anna Zaliwska z polskiej filii Disney Company poinformowała, że firma nic
> > nie wiedziała o wykorzystaniu na plakatach postaci ze swych bajek. -
> > Dostaliśmy sygnał o takich plakatach tylko z Radomia. Nie mamy w Polsce
> > działu prawnego, więc skierowaliśmy sprawę do prawników w USA, oni
> > zdecydują, czy Disney będzie dochodził rekompensaty z tytułu naruszenia pr
> aw
> > autorskich - mówi Zaliwska.
> >
> > Plakaty opatrzone nazwą i logo Ligi Polskich Rodzin przedstawiają Królewnę
>
> > Śnieżkę lub Pinokia. Królewna przestrzegana jest napisem "nie daj się
> > oszukać" przed przyjęciem jabłka od Baby Jagi ubranej w unijną flagę. Z
> > kolei Pinokio, któremu nos rośnie z każdym kłamstwem, mówi "w UE będzie
> > lepiej".
> >
> > Jednak LPR nie przyznaje się do plakatów. W centrali partii poinformowano
> > nas, że nikt ich nie widział. Odesłano nas do posła Zygmunta Wrzodaka. - W
>
> > tej sprawie odbyło się dziś posiedzenie prezydium klubu. To ja akceptowałe
> m
> > plakaty przed referendum i nie było wśród nich takich z postaciami z
> > kreskówek Disneya - powiedział nam Wrzodak. Dodał, że w sprawie zostanie
> > przeprowadzone śledztwo. - Po odkryciu winnego skierujemy przeciw niemu
> > pozew do sądu. Być może - ale być może te plakaty rozwiesił ktoś z naszych
>
> > lokalnych struktur.
> >
> > Prezes radomskiej LPR Witold Bałażak powiedział nam: - My mieliśmy inne
> > plakaty. Te z postaciami z bajek rzuciły mi się w oczy gdzieś na mieście,
> > ale nie mamy z nimi nic wspólnego.
> >