Piękna relacja z emocji...

--
XL wiosenna


Dzięki. I tym razem nawet nie o jakiś głębokich uczuciach. Tym razem o
murze. Po mojej stronie na murze wypisane jest "tolerancja", po
drugiej stronie ktoś inny i coś innego na murze. To taka bajka-relacja
z wojny ideologicznej.

Pozdrawiam,
Agape


· 


| Piękna relacja z emocji...

| --
| XL wiosenna

Dzięki. I tym razem nawet nie o jakiś głębokich uczuciach. Tym razem o
murze. Po mojej stronie na murze wypisane jest "tolerancja", po
drugiej stronie ktoś inny i coś innego na murze. To taka bajka-relacja
z wojny ideologicznej.

Pozdrawiam,
Agape


Ja tu wyczuwam wielkie napięcie. Ona coś wykrzyczała, on zamilkł - mur.
Które pierwsze? I czy?



 I tym razem nawet nie o jakichś głębokich uczuciach. Tym razem

 o
murze. Po mojej stronie na murze wypisane jest "tolerancja", po
drugiej stronie ktoś inny i coś innego na murze. To taka bajka-relacja
z wojny ideologicznej.

Pozdrawiam,
Agape


Hej - Agape!
:-)
Powiem Ci, że Twój MUR chodzi za mną, jak żywy MUR trop w trop, kamień za
kamieniem od chwili, kiedy o nim przeczytałam. Chodzi, tupie i rośnie, gubi
zmurszale kamienie i nie chce przestać rosnąć.
:-)
Masz talent do tematów, Agape. Masz... - nosa(?)

Pomyśl o tym murze inaczej i napisz go kiedyś na nowo.
Masz bardzo fajny temat (Twój własny, ktory wyniuchałas swoim własnym NOSEM) i
całe mnóstwo wskazówek od mądrego Wilczyska.
:-)

"Dłubię dziurkę w murze gdzieś na dole,
żebyś nie dojrzał od razu."
Pojemność powyższej frazy jest dla mnie urzekająca. Szczególnie pierwsza
część:"Dłubię dziurkę w murze gdzieś na dole" mogłaby być osią wielu RÓŻNYCH
wierszy i wierszyków.
Urzeczona tą frazą przed chwilką skończyłam własny MUR, któty jest tylko
wierszykiem i może byłby dość dobrym przykładem na to, w jaki sposób można by
pomyśleć o takim MURZE, ale na pewno nie wystarczajaco dobrym na to: W JAKI

Pozwodzenia Agape!
Trzymam kciuki, więc się nie poddawaj.

Serdecznie :-)
ije



ale za to wiele odcinków układało się
w takie sympatyczne historyjki o uczuciach, prostych rozważaniach
filozoficznych itp.


A już tak zupełnie odjeżdżając od głównego wątku (filmu wszak nie
widziałem, pozostałem przy książce), czytałeś może Cherryh? Czuję, że na
przykład cykl Unia/Sojusz mógłby Ci się spodobać - jest i space opera, i
takie właśnie historyjki o uczuciach, samotności, rozważaniach
quasifilozoficznych (teksty w stylu: "wrogowie są o wiele ważniejsi dla
naszego poczucia szczęścia, niż przyjaciele? Że nasi rywale kształtują
naszą etykę, a porażki definiują cele", "Ból pojawiał się, kiedy
zaangażowało się swoje emocje. Ból był nieunikniony, kiedy pozwoliło się
sobie uwierzyć, że ktokolwiek chciał czegoś poza własną korzyścią")...
Tylko trzeba się przyzwyczaić do tego, że bohaterami są zazwyczaj
rozmazane, ciapowate lebiegi ze wszelkimi predyspozycjami do bycia emo :)

Natomiast rewelacją była dla mnie "Dolina sumienia" Diaczenków, ale to już
trochę inna "bajka":
http://www.fahrenheit.net.pl/archiwum/f30/50.html


· 



| ale za to wiele odcinków układało się
| w takie sympatyczne historyjki o uczuciach, prostych rozważaniach
| filozoficznych itp.

A już tak zupełnie odjeżdżając od głównego wątku (filmu wszak nie
widziałem, pozostałem przy książce), czytałeś może Cherryh? Czuję, że na
przykład cykl Unia/Sojusz mógłby Ci się spodobać - jest i space opera, i
takie właśnie historyjki o uczuciach, samotności, rozważaniach
quasifilozoficznych (teksty w stylu: "wrogowie są o wiele ważniejsi dla
naszego poczucia szczęścia, niż przyjaciele? Że nasi rywale kształtują
naszą etykę, a porażki definiują cele", "Ból pojawiał się, kiedy
zaangażowało się swoje emocje. Ból był nieunikniony, kiedy pozwoliło się
sobie uwierzyć, że ktokolwiek chciał czegoś poza własną korzyścią")...
Tylko trzeba się przyzwyczaić do tego, że bohaterami są zazwyczaj
rozmazane, ciapowate lebiegi ze wszelkimi predyspozycjami do bycia emo :)


Nie chce mi się już czytać cykli, zestarzałem się, jestem dziecko epoki
MTV, wolę krótkie opowiadania. Aha, i zero emo! :)

Natomiast rewelacją była dla mnie "Dolina sumienia" Diaczenków, ale to już
trochę inna "bajka":
http://www.fahrenheit.net.pl/archiwum/f30/50.html


:O Ciekawe... Dzięki.


a jednak trochę z siebie jeszcze dam...

No a teraz życzenia forumowe
Od łosi wszelakich wyrażane w uczuciach i w mowie

Najlepszego życzymy naszym drogim łośkom i łaniom
Starać się będziemy uważać na słowa, by w niczym nie urazić naszym paniom
Maleją nam żeńskie zastępy naszego stada
Więc tylko zwielokrotnić uczucia nam wypada
Bylebyśmy tu tylko sami nie zostali
Bo to z samotności ludzie zazwyczaj umierali
Akceptacji ciut większej potrzebujemy
Bo my nie aniołki i tylko dla Was! czasem bzdury tu piszemy
Także bądźcie wyrozumiałe acz oczywiście dumne i wyniosłe
Bo to dla Was te życzenia życzliwe i radosne
Kupy szczęścia Wam życzymy dnia dzisiejszego
Aczkolwiek w Dzień Chłopaka oczekujemy tego samego

A na koniec cytat z Kokosza i Kajka
By nasze forum było niczym bajka
"Bumtralala chlupie fala,
Po głębinie statek płynie"
i komentarz do tego
(oczywiście coś życiowego):
A więc życie to głębina
A statek->forum, co morze przecina
Nie muszę zaś mówić co to są fale
Wszystkie łosie domyślą sie doskonale

buuuuuuuuuuziaki

Kris Shivente napisał/-a:

słowo używane z użależnienia,


cóż za piękny zwrot!
bardzo ciekawe wiersze. może zbyt wiele w nich takiego poetyckiego wyliczania, brak akcji i zaskoczenia na końcu, lecz dobrze się je czyta, mówią w końcu o obecnych tak często w naszych głowach uczuciach i myślach..

coś ode mnie, wygrzebane jeszcze..:

*** (mój śp. świat..)

Był taki świat
W którym kwiaty płynęły po niebie
Nieobciążone kroplami krwi...
Był taki świat
W którym zło jedynie bajką było
Naznaczoną dobrotliwym uśmiechem...
Był świat
A w nim po łąkach stąpali Bogowie.
Był świat
A w nim ciepło twego ciała nie było nigdy samotne.
Był świat
Gdzie szczerość była sceną naszego występu
Każdego dnia.
Był taki świat.
Lecz nikt nie odważył się w nim żyć.

Dracula, szacunek za stalosc w uczuciach.
Ty masz wiecej niz 28 lat i piszesz jak piszesz.


...28 lat jestem fanem Chelsea a mam 42 lata....ale do rzeczy : gdyby Barca wyeliminowała Chelsea w normalnej grze to bym napisał :... "niedaliśmy rady, byli trochę czy dużo lepsi"...ale jeśli jest fundamentalny fakt niezasłużonej czerwonej kartki która ustawiła tą konfrontację na korzyść Barcy to jest to czynnik który nikt trzeźwo myślący nie może pominąć...oczywiście że ta Barca ,z obecnego sezonu jest zdecydowanie bardziej zorganizowana taktycznie niż z zeszłego roku-KOSZTEM WIDOWISKOWOŚCI GRY- jednak na wynik nie miało to zbyt dużego wpływu-tylko 2-3 ...oczywiście że karny w ostatnich sekundach meczu dla Chelsea był kontrowersyjny i Chelsea przez długie okresy meczu nie mogła sie przebić pod bramkę Barcy-na obcym stadionie....bo Barca NIE ZARYZYKOWAŁA OTWARTEJ GRY bo nie musiała,była to KONSEKWENCJA wygranej w Londynie przeciw Chelsea grającej w "10"....nie upieram się że Chelsea grająca w "11" w Londynie musiała wygrać 2-0,2-1,3-1 to są bardzo silne kluby i każdy wynik jest możliwy....jednak UWARUNKOWANIA tej konfrontacji w postaci czerw.kartki dla del Horno niepozwoliły Ziutkowi i Chelsea wykorzystać całości potencjału....nie ubolewam jednak z tego powodu...mamy mistrza po raz trzeci,możemy mieć puchar Anglii,jesienią znow startujemy L.M. będziemy bronić mistrza Angli w roli faworyta....dziś po latach ,kibicowanie Chelsea to urzeczywistniona bajka z marzeń...a jeśli odpadamy z L.M to grając w "10"-tkę z najprawdopodobniej triumfatorem tej edycji L.M.... jest super to Chelsea i Barca przyciągneły 170 stacji TV..

Jestem tu nowa, naprawde jestem pełna podziwu dla tego forum... ludzi którzy tu są... Darzę Was sympatią. Jednak jestem osobą bardzo szczerą i to nie raz , nie podoba sie ludziom . Nie chce Was do siebie zniechęcać, bo bardzo mi sie tu podoba , ale nie będę siedziała cicho, gdy ktoś gra na uczuciach a tak naprawde chodzi mu tylko o pieniądze. I tak jest właśnie w tym przypadku , opowiadasz dziewczyno jak to Ci jest przykro jaka to wielka tragedia, a gówno prawda. Bo to co piszesz to jedna wielka bajka i to z tymi rodzicami chłopakiem -wszytsko kłamstwo!!!

Kupiłaś psa - zupełnie nieprzemyslana decyzja. Fajnie było jak był mały- cieszyłaś sie z niego . Teraz zaczęła sie szkoła, więcej obowiązków i Twoj (śliczny) piesek przestał Ci sie podobać bo zadużo z nim pracy, więc trzeba go sprzedać (broń Boże oddać!) Najpierw za 1600,00 teraz za 2000,00 . Puknij Ty sie w głowe dziewucho.

Przeczytałam "Zaćmienie". Naprawde Stephenie Meyer jest świetną pisarką. Cykl "Zmierzchu" jest poprostu niesamowity!!! Jestem pewna że jeszcze nie raz wróce do tej sagi i za każdym razem będę czytała z zapartym tchem:) Jest jednak fragment "Zaćmienia" który mnie troche rozczarował. Bella nie powinna całować sie z Jacobem!!! A przynajmniej nie powinno jej się to podobać. Oczywiście to tylko moje skromne zdanie, jestem bardzo ciekawa jakie jest Wasze zdanie na ten temat.
Czekam na odpowiedzi. Pozdrawiam:)

Wiesz, "Życie to nie bajka nie może być tak pięknie i sentymentalnie" Ale jak większość jednak wole Edwarda, bo Jacob to mi bardziej na brata Belli pasuje ;p ale cóż musi sie coś w końcu dziać żeby nie było monotonii w uczuciach ;]

A jednak ktoś przeczytał...choć to bardzo smutne co napisałeś. Jak jakaś koszmarna bajka. POcieszające jest to, że wciąż walczysz o swoją żonę, o to małżeństwo. Godne podziwu, że się nie poddajesz tak łatwo jak wielu innych zdradzonych. Jak widzę, musisz ją bardzo mocno kochać. Ale może potrzebne są jeszcze szczere rozmowy? Skoro wiesz, że się z nim spotyka to zapytaj wprost dlaczego Ciebie okłamuje? Przecież nie to Ci obiecała? Mówiła, że z tamtym koniec...Nic nie ukrywaj, mów jej o swoich uczuciach. A skoro ona uważa, że tamten jest taki szalony, to może któregoś dnia Ty ją zaskocz, zabierz w jakieś romantyczne miejsce, może wekend we dwoje, odrobina szaleństwa? Może się opamięta. Życzę Ci dużo siły w tym wszystkim! Pozdrawiam.

Tak jak było wspomniane wcześniej - DnD to bajka - dużo jest takich systemów, w których gracz ma tak mało zmartwień? I właśnie takie bajki najlepiej rozwijają wyobraźnię i przystosowują do innych, bardziej "poważnych" rpg'ów. Owszem może i ma zasady z kosmosu, ale jak dla mnie to zaleta - czy wszystko musi być realistyczne? Czy prawa fizyki na każdej planecie w kosmosie są takie same? Czy każdy musi być taki sam? Odpowiedz brzmi: NIE!. Jeśli komuś się nie podoba DnD owszem, niech poda swą opinię, ale niech nie wyzywa go ciągle przy innych graczach, którzy lubią, czy nawet kochają tą grę. Ja zacząłem dorastać z tym systemem, nie twierdze, że jest on idealny czy najlepszy(mnie też kręcą te bardziej realistyczne), ale DnD na trwale zostało w mej pamięci, uczuciach. Nie mam zamiaru się od niego odwracać bo znalazłem coś lepszego - bo odwróciłbym się od tego czasu który mi sprawiał przyjemność (ach te sesje w autobusach, w nocy, na korytarzach szkoły czy czytelniach). A tak poza tym - ubarwienia MG - owszem, jeśli spodobają się graczom (tzn. nic na siłę).

Fakt mam wizję i niestety jest to bardzo gorzka wizja i może dla co poniektórych zbyt gorzka i psychologiczna. I chyba niestety takie klimaty przypadają do gustu nieco starszym odbiorcom (przepraszam), ale takie odniosłam wrażenie.
Dokładnie. Starsi nie oczekują, że między SS i HG narodzi się romantyczna miłość. To nie ta bajka. Po takich przejściach, z takimi uczuciami to niemozliwe. Są za bardzo zgorzkniali żeby połączyło ich romantyczne uczucie. Mogą być ze sobą, ale tylko po to by nie czuć się samotnie. Nie z miłości, ale z braku "kogoś". Wszystko by wydostać się z pułapki.

Tak się zastanawiam czy nie wstawić Decyzji na Mirriel. Ciekawe co powiedzą - bo szczerze mówiąc (moje subietywne odczucie) uważam ten fik za nieco słabszy.
Zgadzam się. Według mnie "Rozmowy" są lepszym fikiem. Skupiony tylko na nich i na ich uczuciach. Są tylko oni i ich walka o... o coś.

Jak zwykle tysiąc mysli na sekundę. Mam nadzieję, że chociaż jedna osoba zrozumiała ten bełkot.

Bełkocząca
Wredi...

nie da sie Margo - nie zawsze da się na mityczny koniec świata pójść...imię miłości nie zawsze ma tę moc, która pozwoli rzucic cały do tej pory zbudowany schemat, całe do tej pory zbudowane układziki....
wiem....sypną się teraz odpowiedzi że to nie może być prawdziwa miłość skoro nie daje biletu w nieznane...ale czy na pewno??

pozdrawiam
jak zawsze zadowolona kim


Troszkę z opóźnieniem, ale i tak wsadzę tu swoje trzy grosze. Wiem Kim, że prawda ma pomijając czerń i biel także odcienie szarości. Cóż bywa, że myślimy, że miłość jaka nas spotkała to miłość prawdziwa w myśl zasady, że innej nie ma. Wiem też, że mimo najszczerszych chęci to uczucie ulatuje gdyż zbudowany domek z kart...napisana bajka na dwie królewnę jest tylko i wyłącznie pisana przez jedną z nich, ale jeśli ktoś po tym jak ta bajka zostanie zniszczona twierdzi, że jest zadowolony to ja albo coś źle czytam między postami, albo nadeszła jakaś nowa era w uczuciach i ruiny domku z kart tak mozolnie stawiane wcale nie bolą, co więcej dają zadowolenie....hmmmm....chyba coś mi się nie składa w główce.
Jednak optuję za radykalnym rozwiązaniem i przenosiny jednej z podróżniczek do drugiej...mimo, że bywa to trudne to jednak nie niemożliwe.....Chcieć to móc i zdania nie zmienię.

Zle jest tylko wtedy, gdy ksiazka pisze PRAWDE, a przez pieprzona "political correctness" nie mozna o PRAWDZIE pisac, bo ktos sie czuje wyrazeniem PRAWDY urazony w swoich uczuciach religijnych.

I z tym powinno sie cos zrobic, chyba to Kolega Radeckij mial na mysli.


DOKŁADNIE.
Artysta niemal z definicji jest osobnikiem który pragnie na sobie skupiać uwagę innych. A wśród artystów (tak jak wśród innych grup zawodowych) trafiają się jednostki niezdolne do odrobiny pomyslunku, osoby które potrafią zwrócić na siebie uwagę tylko poprzez obrażanie. I to jest jedna bajka.

A uniemożliwianie badań naukowych pod pretekstem urażania uczuć religijnych - to jest druga bajka. Tym bardziej że muzułmanie dochodzą w tej dziedzinie do perfekcji, a zakres ich uczuć religijnych ciągle się poszerza... niedługo sama wzmianka o tym że było coś takiego jak VI wiek n.e. już będzie bluźnierstwem

Polityczna poprawność w swej zwyrodniałej, obecnie panującej formie to jest trzecia bajka, opowiadająca o tym że dowolna mniejszość może obrażać większość (w warunkach idealnych - za pieniądze tejże większości), a większość nie może słowa powiedzieć, bo wtedy mamy do czynienia z "prześladowaniami". A "prześladowanie" to słowo tak pojemne, że obejmie niemal wszystko - co udowodnili już czarnoskórzy Amerykanie

Pzdr

zaszumem... zamysłem
słyszałeś... srebrzyście
tuliły się słowa
ty chciałeś hodować
niespełnień tysiące
zgubiłeś biegnące
łabędzie nad stawem
skończyły zabawę
Syringa vulgaris
to wszystko już na nic

czekała… nie śmiała…
w uczuciach zbyt stała
muzyka fałszywa
bezrytmem odpływa
i kończy się bajka
na bzowych piszczałkach
gra księżyc nokturny
zapewne zbyt dumny
zgubiłeś gdzieś drogę
romantyzm nie w modzie

a księżyc znów rzeźbi
bzowe drewniane piszczałki

proszę wybaczyc chorej kobiecie te bzdurne bajanie

Teraz każda strona będzie bronić swego: baby - olewa, faceci - chłop jak chłop, wódki mu ! ;) /Fencis[/quote]

moim skromnym zdaniem nie do końca, wytrzymałabyś na miejscu chłopaka, gdybyś miała codziennie pisac do chlopaka, to tamto, kotku kochanie? po prostu na początku po prostu chemia->a potem kończy się, i albo ludzie dalej się sobie podobają albo stwierdzają, że to nie to. chociaż prawdą jest, że dziewczyny często widząc mniejsze zainteresowanie faceta od razu myślą, że już mu się nie podobają itp, wiem bo jestem dziewczyną:D:D:D potrzeba szczerej rozmowy, ale bez fochów i unoszenia się. chłopacy niech zrozumieją, że dziewczyny potrzebują zapewnień o uczuciach, a dziewczyny, że związek to nie bajka, i będzie gites:D:D

No dobra, co do spraw towarzyskich: szczerze wątpię czy świat widział jeden przypadek nawiązywania znajomości, który by nie była próbą manipulacji. A kontakty pań z panami (i odwrotnie ) to przecież czysta gra. Tzw. "podrywy" to przecież zawsze jest próba manaipulacji (wywarcie wrażenia)


Owszem, może i nie ale nie możesz również powiedzieć, że nawiązanie/nawiązywanie znajomości zawsze ma na celu perfidne wykorzystanie drugiej osoby i grania na jej uczuciach. Nie chodzi tu o kwestię, że potem, kiedy jesteście już parą "może nie wyjść", tylko o to, że z góry zakładasz sobie poderwanie dziewczyny dla samego podrywu, tylko po to, aby się przekonać, że możesz i że żadna się Tobie nie oprze. Spece od NLS mówią, że dzięki opanowaniu kilku technik "zdobędziesz" najbardziej niedostępną osobę. Taki jest sens szkoleń - manipulacja czyjąś psychiką, narzędzie dzięki któremu będziesz mógł potraktować inną osobę jak rzecz, a ona Tobie jeszcze za to podziękuje (w uproszczeniu) mimo, iż wszystko co robisz od początku jest grą, zabawą, traktowaniem drugiej osoby jak zabawki... Wszystko w porządku jeśli jesteś nieśmiały, podoba się Tobie jakaś panna i chciałbyś się z nią spotkać/umówić, chciałbyś aby zwróciła na Ciebie uwagę, a brak Ci odwagi. Wtedy to już trochę inna bajka.

polecam przeczytac efekt lucyfera. kazdy slyszal pewnie o eksperymencie wieziennym zimbardo, ale przeczytanie danych statystycznych a bezposredniej relacji o uczuciach ludzi bioracych w nim udzial to inna bajka.
ksiazka byla dla mje WSTRZASAJACA, ale bardzo dobrze ukazywala to co Milgram uzyskal w swoim eksperymencie.

wrazenie - szokujace ale spodziewane. zgadzam sie w stu procentach z wnioskami jakie sie po tych eksperymentach wyciaga - mianowicie - ze wplyw spoleczny przerasta nas i to co nam sie 'wydaje' na nasz temat o 100 niemalze procent.

Czytam caly watek...
I sama nie wiem, co mam myslec o tym wszystkim.
Powiem jedno: zanim go znowu zobaczysz (jesli to nastapi), odpowiedz sobie
na pytanie, ktore jest w tytule. I postepuj zgodnie z odpowiedzia, ktorej
sobie udzielisz.


Dzięki India, mój głosie rozsądku w plątanienie uczuc i myśli : )
Przemyślałam to wszytsko, i tak do końca nadal nie wiem
czemu tak bardzo zależy mi na tym chłopaku..
Boli mnie to że wszyscy dookoła postawili juz na nim krzyżyk,
że nic juz z niego nie ma i nic nie będzie.
Nawet jego mama troche już spasowała.
Ja nie jestem lekarzem, i znam sie na tym tylko ogólnie,
ale obserwowałam go, i myślę że wszytsko co on robi jest przemyślane.
Patrzyłam jak przeglądal gazete, obserwowałam jego reakcje.
Moim zdaniem on jest po prostu w depresji,
jest sam, nikt nie trzyma z nim dłuzszego kontaktu,
oprócz "cześć Jaruś, jak tam"
Nikt go nie złapie za rękę, nie okaże troche czułości.
Poza tym jest zawstydzowny chyba tą cała sytuacją.
Rozmawiałam ze znajomym neurologiem,
i on przyznał że tez tak myśli.

I to mnie boli, że wszyscy traktuja go jak wariata,
a ja przeszłam obok jak inni,
Czuje sie jak bezużyteczna lalka w fartuchu.

A te jego oczy, i te czarniuśkie włosy... to już inna bajka.
Jest po prostu piękny, pełen ciepła i nie sposób przejść
obok tego obojetnie.
Ja tak zrobiłam, ale w środku nie czuję obojetnosci,
tylko coś zupełnie odwrotnego.

Nie wolno Ci pomylic litosci, wspolczucia z innymi uczuciami.
Nie wolno Ci wyslac mylnych sygnalow.
Bo to IMO bylaby zbrodnia na uczuciach tego chlopca.


Wiem, ale nie zrobie mu krzywdy.
Podoba mi się jako chłopak, jako człowiek,
ale ja chce się z nim zaprzyjaźnić
Może  nawet kocham go w jakis sposób,
ale mnie chodzi o to żeby nie był taki odizolowany
od wszytskiego i wszytskich.

I zastanow sie, jesli czujesz cos innego niz litosc i sympatia, gdzie w
tym
wszystkim jest Twoj chlopak.


Mój chłopak... jemu też nie chce zrobic krzywdy.
Powiedziałam mu że chcę się zaopiekować takim pacjentem.
Powiedział żebym się tak nie angażowała i że nie moge się opiekować
całym swiatem i wszystkimi chorymi stworzeniami.
To wiem, i nie mam zamiaru nikogo oszukiwać.

Pozdrawiam Cie serdecznie. Moze ton tego postu jest suchy, ale to dlatego,
ze to trudne sprawy...


Twój post nie jest suchy, jest bardzo mądry.
A te sprawy na prawdę są cholernie trudne,
i czasami na prawdę nie wiadomo co zrobic, powiedzieć żeby
kogoś nie skrzywdzić.

myszka


Wydaje mi sie ze poprostu nic do Ciebie nie czuje ... Sorry.. Mowie z
punktu widzenia kobiety ..


Witam
czytając te posty przypomina mi sie sytuacja z moja byłą, w sumie było to
tak, ja byłem dla niej bardzo dobry i wogule, lecz ona była chorobliwie
zazdrosna i wkrecała różne rzeczy nadwyraz z kosmosu, jakieś spóźnienie
moje, to odrazu text, typu "...byłeś u niej  ...na kurwach itd". szczerze
mówiąc kochałem ją ale nieznosiłem właśnie takich awantur, była straszna -
jak sobie przypomne. pare razy mocno mnie zawiodła a nawet wiecej, a ja jej
wybaczałem [naiwny], aż w koncu czara sie przelała i dałem sobie spokoj.
Teraz poznałem jedną osobę i czuje do niej o wiele wiecej niz do byłej -
zupełnie inna bajka - że też ja byłem zaślepiony miłością wtedy, a raczej
myslałem że to miłość, bo teraz to co jest w moim nowym związku naprawde mi
sie podoba. Zero kłótni, zero zazdrości, pełna wymiana zdań poglądów bez
podnoszenia głosu itd. taki układ ma dobre strony - wyciszyłem sie i jestem
bardziej spokojny. Pytanie brzmi jeśli ona jest na tak i w ogole jest super,
co mam zrobić zeby to przetrwało mocno tak jak jest teraz. Wiem ze Moim
błedem jest to ze jestem za dobry - nie umiem byc skur..lem nie umiem byc
zimny - a przy niej to wogule nie ma mozliwosci, wiec prosze o rade, bo z
tego co mi kazdy mowił kobieta potrzebuje zimnego drania, no chyba ze sa
wyjątki - ja chyba ten wyjątek znalazłem ale czy napewno tak ona w głębi
duszy potrzebuje ciepłego misia czy ostrego faceta? Jak to ocenić? jakich
rzeczy najlepiej nie robić, pytam sie bo jest naprawde wyjątkową babeczką i
sądze ze mogłaby mieć bogatszego - lecz ona na kase nie leci, ale jest
sliczna i nigdy nic nie wiadomo. prosze o rady jesli ktoś wie o co mi
chodzi, jakich błedów nie mam popełniać tak jak w poprzednim związku którego
finiszem była gra na uczuciach - na maxa...

pozdrawiam



ale najwyższej klasy kino, najwyższej klasy realizm i technologia wymyślona na potrzeby tego filmu, do tej pory nigdzie nie stosowana.
http://www.wladca-pierscieni.com/prodnotes/index.html
Tu masz taką namiastkę wiadomości o produkcji. Nie chcę się kłócić, ale chyba nie ma co porównywać. ( Gettysburg-WPDW )
Najwyzszej klasy kino ? Realizm ?? W filmie gdzie gosc rzuca drugim, jeden zjezdza na tarczy, kolejni spadaja z murow na glebe w zbrojach i nic im nie jest itp ... hehehe.. ja juz pisalem, ze slowo realizm nijak sie do filmow nie ma i przez taki pryzmat nie powinno byc rozpatrywane. Przypominam, ze deszcz, ciemnosci wykorzystane sa zabiegiem majacym ukryc niescislosci przed widzem a to bylo wlasnie w LOTR II Wieze.
Obsada twierdzy specjalnie jest taka by zagrac na odbiorze widzow. Tu nie chodzi o piekno sceny batalistycznej ale po prostu o scene heroizm. Batalistyka nie gra na uczuciach ona dba o pietyzm i dokladnie oddanie niektorych rzeczy. A w II Wiezach tego nie ma :

- szarza konnych Rohirrimow na szereg pikinierow i co ? Nikomu nic sie nie dzieje - koniki zmieniaja sie w kangury albo orki nagle celuja na boki ( efekt sloneczka na twarzyczkach zielonoskorych to taki wybieg niby co ? ) Kazdy kto chociaz odrobine wie cos na temat prowadzenia bitew rozumie znaczenia oddzialow pikinierow przeciwko jezdzie. Jackson mogl chociaz zabrac im te piki.

- fajne kamienie zrzucali na glowy orkom atakujacym brame. Ciekawe, ze u stop gor nie mieli wiekszych

- przyjmujac , ze chciano skrocic akcje z Entami to dlaczego zabrano huornow i co najlepsze - dlaczego zaden z Entow nie polegl. Bano sie, ze dzieci sie poplacza. Jedyny ranny Ent ugasil sie zartobiliwym uklonem w wodzie.

Dlatego i dla kilku jeszcze innych powodow to nie jest film zawierajacy najlepsza scene batalistyczna w historii kina. Dlaczego ? Bo batalizm to krew, flaki, okrzyki, ginacy ludzie , mord, odarcie z humanizmu, spojrzenia pozbawione nadziei i twarze tych co walcza dla chwili, brak zartobliwych momentow i wiele jeszcze innych. Wojna to wojna ... a tu mamy ladna bajka tak jak chcial Tolkien. Bajke z przeslaniem, ze dobra zawsze zgniecie zlo. Na wojnie nie jest tak rozowo.

Z bitewnym pozdrowieniem dzikki

Co do porowanania to ciekawy jestem czy widziales Gettysburg tak naprawde ?

Kuba dzisiaj miała łaskotki też jak zawsze ale Protazek tego nie wykorzystywał za bardzo Jeszcze raz pięknie dziękuje w imieniu zespołu TDN wraz z reżyserem za tak liczne przybycie i serdeczny odbiór.Kurczę, nawet nie wiecie jak przyjemnie jest grać przed kimś komu oglądanie tego przynosi wiele śmiechu i później chwilkę refleksji...A z tym płaczem to już inna bajka...bo ja nie umiem płakać tak o i trzeba było markować jak poniosą mnie emocje i uczucia to tak, owszem wtedy płaczę mówiąc nawet coś wesołego ale nie o tym tutaj mowa...dzięki też za takie żywe reakcje , to pomogło...nakręciliście nas bardzo w szczególności Marcina, który w pewnych momentach kombinował już tak,że prawie ugotowałam się na scenie kurczę, my z Marcinem strasznie lubimy grać ten spektakl...on jest bardzo kameralny ale pomimo tej wierzchniej komediowej powłoczki zawiera dość gorzki sens...ten brak porozumienia między ludźmi...nie umiejętność nawiązanie kontaktu z drugim człowiekiem i powiedzenia mu o swoich uczuciach..i ta wszechobecna komercja...krycie swojego "ja" za wykreowanym wizerunkiem przez mass media. I każdy pewnie z was wyczytał coś innego w tym spektaklu... Każdy pewnie po części utożsamił się w bohaterami i ich przeżyciami...:) Jeszcze raz wielkie dzięki...bo teatru bez widza nie byłoby
a władza faktycznie przybyła co było dla nas wielkim i miłym zaskoczeniem razem z obecnością Pana Dyrektora mam nadzieję,że i oni coś wynieśli dla siebie.
A`propos przekleństw to na przeglądzie wojewódzkim jeden juror powiedział,że nawet gdybyśmy tutaj wstawili"wór h..." to nic nie raziłoby bo są bardzo dobrze wplecione w cały tekst i klimat utworu...
Włóczykiju widziałam,że tak jak obiecałeś to zająłeś swoje miejsce sprzed ostatniego dnia.
Kurczę pięknie,że byliście...

Jan Andrzej Morsztyn żył w latach 1620-1693. Całe dorosłe życie obracał się w wielkim eleganckim życiu dworów. Zajmował się dyplomacją. Cała jego twórczość zebrana była w dwa tomy "Lutnia" i "Kanikuła albo Psia gwiazda". Wzorował się on na Gianbattista Marinim. Jednym z jego utworów jest wiersz miłosny pt. "Sonet do trupa". Porównuje tu młodego, zakochanego mężczyznę do trupa(podobna jest bladość obu, różni ich fakt, że jeden przeżywa męki, a drugi nie). Pokazuje różnice i podobieństwa pomiędzy nimi. Na koniec wnioskuje, że sytuacja trupa jest jednak lepsza, ponieważ kochanek będzie się jeszcze musiał długo nacierpieć, według autora. Innym jego utworem jest "Niestatek" - Jest to utwór żartobliwy, w którym autor odchodzi od petrarkizmu, w sposobie pokazywania kobiety. Wiersz konstruuje wyliczenie paradoksalnych sytuacji np. zamknięcie wiatru w wór. Sens tego wiersza zawarty jest w ostatnim wersie i ukazuje fakt, że piękne kobiety są niestałe w uczuciach.

Morsztyn Jan Andrzej, Cuda miłości

Karmię frasunkiem miłość i myśleniem,
Myśl zaś pamięcią i pożądliwością,
Żądzę nadzieją karmię i gładkością.
Nadzieję bajką i próżnym błądzeniem.

Napawam serce pychą z omamieniem.
Pychę zmyślonym weselem z śmiałością.
Śmiałość szaleństwem pasę z wyniosłością.
Szaleństwo gniewem i złym zajątrzeniem.

Karmię frasunek płaczem i wzdychaniem,
Wzdychanie ogniem, Rgień wiatrem prawie,
Wiatr zasię cieniem, a cień oszukaniem.

Kto kiedy słyszał o takowej sprawie,
Że i z tym o głód cudzy się staraniem
Sam przy tej wszytkiej głód ponoszę strawie.

Morsztyn Jan Andrzej, Do trupa

Leżysz zabity i jam tez zabity,
Ty - strzałą śmierci, ja - strzałą miłości,
Ty krwie, ja w sobie nie mam rumianości,
Ty jawne świece, ja mam płomień skryty.
Tyś na twarz suknem żałobnym nakryty,
Jam zawarł zmysły w okropnej ciemnośći,
Ty masz związane ręce, ja, wolnośći
Zbywszy, mam rozum łańcuchem powity.
Ty jednak milczysz, a mój język kwili,
Ty nic nie czujesz, ja cierpię ból srodze,
Tyś jak lód, a jam w piekielnej śrzeżodze.
Ty się rozsypiesz prochem w małej chwili,
Ja się nie mogę, stawszy się żywiołem
Wiecznym mych ogniów, rozsypać popiołem.

Mój ukochany jest niesamowity. Posiada wszystkie cechy, o których zawsze marzyłam aby posiadał mój mężczyzna... Nawet nie wiem w jakiej kolejności wymieniać. Jest czuły, delikatny, dba o mnie na co dzień i wynajduje najbardziej błahą okazję aby sprawić mi przyjemność. Kocha mnie, ufa mi i sam jest godny zaufania. Nie zawodzi mnie - zawsze mogę na niego liczyć. wspiera mnie i rozumie, jest strasznie mądry, inteligentny a przy tym ma ogromne poczucie humoru, nigdy nie jest winny naszym kłótniom, bo robi wszystko, żeby między nami było dobrze... czuję się przy nim bezpiecznie ale i kobieco, jest wspaniały w łóżku, przystojny, wiem że zrobiłby dla mnie wszystko, nie ma przede mną tajemnic, potrafi mnie pocieszyć, rozbawić, zna odpowiedź na każde moje pytanie, jest dużo bardziej rozgarnięty niż ja ale wybacza mi to, moje roztargnienie bawi Go, jest kreatywny i często pozytywnie mnie zaskakuje, mówi o mnie pieszczotliwie Kotuś lub inaczej przy rodzinie i znajomych, planuje ze mną przyszłość, każdą decyzję konsultuje ze mną, jest wyrozumiały i wybacza mi moje humorki, jest pracowity i dąży konsekwentnie do celu, docenia każdą rzecz którą dla niego robię, potrafi tak pięknie mówić o uczuciach, jest cierpliwy i nie daje mi powodów do zazdrości (no chyba że celowo żebym się przez chwilę pozłościła na Niego), mogę robić z Nim wszystko - kochać się całą dobą, leżeć na plaży, chodzić po górach, lepić babki z piasku czy grać w kręgle, nie ma rzeczy której nie moglibyśmy razem zrobić, zgadza się na moje głupie pomysły (np. czytanie Mu na dobranoc:)), ma piękny głos, niesamowity dotyk, jest taki uroczy kiedy okazuje mi zazdrość:), jest moim księciem z bajki, rodzina jest dla Niego największą wartością, a to kolejny plus, wybacza mi moją głupotę, rzadko pije z racji bycia kierowcą, nie utrzymuje kontaktu z żadnymi ładnymi dziewczynami:), codziennie kilka razy mówi mi jak mnie kocha. Życie z Nim jest jak bajka i czekam na moment kiedy zamieszkamy wreszcie razem... a wady? na pewno to, że zawsze ma rację, co bardzo mnie irytuje:) nic więcej nie przychodzi mi do głowy. Kocham Go z każdym dniem mocniej i nie wyobrażam sobie życia bez Niego.

1
To teraz ja krótko
Odcinek bardzo fajny, tancerze są coraz lepsi!

Opening (?!) Piróga - mi się podobało, było bardzo efektownie

Jazz - fajny, ale chociażby w tym programie widziałam już lepsze występy. Brawo dla Anity, bo dla Kuby nie było to wielkie wyzwanie. Dziewczyna dała radę!

Krump - moim zdaniem 1 z lepszych występów wieczoru Niestety z bólem serca muszę zgodzić się z Michałem - Marcin troszkę nawalił, miałam wrażenie, że w pewnym momencie "rozładowała mu sie bateria". Nie wierzę, że to piszę, ale Ada była lepsza! Ponieważ faworytom wiele się wybacza, Marcin pozostaje nadal moim męskim no 1. No i to liczenie pelikanów Uroczy z niego chłopak

Foxtrot - nie znam się na tym, ale to chyba najtrudniejszy tt. Dali radę, choć rewelacji nie było.

Ragga jam - tu z kolei pofrunął Kamil. Wiola dużo lepiej. Ogólne wrażenie średnie.

Współczesny - dla mnie taniec wieczoru! I znów nie wierzę, że to piszę - brawo dla Gabrysia! Mimo niedociągnieć technicznych, włożył w ten taniec tyle serca i zaagażownia... Myślę, że udowodnił wszystkim sceptykom (m.in. mi , że nieprzypadkowo zaszedł tak daleko i nie że nie jest tylko zakładnikiem piszczących dziewczynek. A Paulina - to była jej bajka

Solo:
Anita - porwała się nie na swój styl i średnio jej to wyszło. Sukienka przeszkadzała, ale też chyba ukrywała wiele niedociągnięć.
Kuba - lepiej niż tydzień temu. I jakby trochę spokorniał??? Generalnie na plus.
Iza - CUDOWNIE Jak z bajki
Michał - chyba zainspirował się Marcinem i postanowił udowodnić, że zatańczy wszystko. Moim zdaniem wyszło średnio. Już od zeszłego odcinka denerwują mnie jego wyznania z serii "życie mnie nie oszczędzało". Mnie też, ale nie czuję potrzeby ogłaszania tego na antenie TVN. Jak ja nie lubię takiego żerowania na uczuciach widzów!
Wiola - jak zwykle świetnie, ale wczoraj to Iza była lepsza. Sorry
Kamil - czy z tego programu zawsze musi odpadać koleś z najlepszą solówką??? Nie jestem jego wielką zwolenniczką, ale było bardzo dobrze

Podsumowując - przede wszystim strasznie się cieszę, że została Iza
Za Anitą płakać nie będę, choć ładnie się rozwijała w programie.
Kamila mi szkoda, ale nie tak jak tydzień temu Tomka.

No i nie wyszło krótko

Jestem DDA - czuję i walczę o to aby mówić o swoich uczuciach. Kiedyś zabroniono mi wyrażać w pełni swoje emocje. Dziś jestem wolny, mówię to co czuję głośno.
Ta bajka może znacie lub nie mówi co jest najważniejsze w życiu każdego człowieka.
Często o tym, że kogoś kochamy, uświadamiamy sobie dopiero wtedy, gdy już tego kogoś nie ma wśród nas. Dopiero wtedy uświadamiamy sobie jak bardzo kochaliśmy, ale nie potrafiliśmy albo nie chcieliśmy tego okazać.

Dawno, dawno temu, na oceanie istniała wyspa, którą zamieszkiwały emocje, uczucia
oraz ludzkie cechy - takie jak:
dobry humor, smutek, mądrość, duma;
a wszystkich razem łączyła miłość.
Pewnego dnia mieszkańcy wyspy dowiedzieli się, że niedługo wyspa zatonie.
Przygotowali swoje statki do wypłynięcia w morze, aby na zawsze opuścić wyspę.

Tylko miłość postanowiła poczekać do ostatniej chwili.
Gdy pozostał jedynie maleńki skrawek lądu
- miłość poprosiła o pomoc.
Pierwsze podpłynęło bogactwo na swoim luksusowym jachcie. Miłość zapytała:
- Bogactwo, czy możesz mnie uratować ?
Niestety nie. Pokład mam pełen złota, srebra i innych kosztowności.
Nie ma tam już miejsca dla ciebie. - Odpowiedziało Bogactwo.

Druga podpłynęła Duma swoim ogromnym czteromasztowcem.
- Dumo, zabierz mnie ze sobą ! - poprosiła Miłość.
Niestety nie mogę cię wziąźć!
Na moim statku wszystko jest uporządkowane,
a ty mogłabyś mi to popsuć... - odpowiedziała Duma i z dumą podniosła piękne żagle.

Na zbutwiałej lódce podpłynal Smutek.
- Smutku, zabierz mnie ze sobą ! - poprosiła Miłość,
Och, Miłość, ja jestem tak strasznie smutny, że chcę pozostać sam.
- Odrzekł Smutek i smutnie powiosłował w dal.

Dobry humor przepłynął obok Miłości nie zauważając jej, bo był tak rozbawiony,
że nie usłyszał nawet wołania o pomoc.

Wydawało się, że Miłość zginie na zawsze w głębiach oceanu...

Nagle Miłość usłyszała:
- Chodź! Zabiorę cię ze soba ! - powiedział nieznajomy starzec.
Miłość była tak szczęśliwa i wdzięczna za uratowanie życia,
że zapomniała zapytać kim jest jej wybawca.

Miłość bardzo chciała się dowiedzieć kim jest ten tajemniczy starzec.
Zwróciła się o poradę do Wiedzy.
- Powiedz mi proszę, kto mnie uratował ?
- To był Czas. - Odpowiedziała Wiedza.

- Czas ? - zdziwiła się Miłość. - Dlaczego Czas mi pomógł ?
- Tylko Czas rozumie, jak ważnym uczuciem w życiu każdego człowieka jest Miłość.
- Odrzekła Wiedza.

xfactor napisał: pozwolił mi wybierać. wolna wola znaczy, że mogę robić co tylko chcę, czy znaczy, że mogę wybierać między wieloma drogami, z których jedne są dobre, inne złe?

Wolna wola dla mnie oznacza, że mogę robić co chcę. A jeśli za jedną z dróg jest kara, to dość skrępowana wolna wola.

Cytat: no patrz, ledwo poczułem życie i teraz ktoś mnie zabije, a ten ktoś nadal będzie się cieszył życiem. to jest uczciwe? "zmarnuję" większą część życia ucząc się, a ten kolo będzie się zabawiał. nie mówię już o uczuciach rodziny itp.

Piszesz tak, jakby śmierć była końcem końców. Niech się cieszy życiem.("wybacz im Panie, albowiem nie wiedzą co czynią") Kwestia uczciwości nie jest tylko kwestią uczciwości na ziemi, a tylko taką rozpatrujesz, jakby śmierć była czymś okropnym i karą..

Cytat: czy coś, co wywołuje złe uczucia, ból, cierpienie... nie jest gorsze od tego, co wywołuje radość?

Ale to Ty wybierasz co wywołuje złe uczucia, a co dobre.

Cytat: wolna wola uprawnia nas do robienia rzeczy które czynią nas szczęśliwymi, ale jednocześnie zasmucają innych?

Tak. Uprawnia Cię do wszystkiego, dlatego jest wolną wolą.

Cytat: czy życie jest aż tak bezsensowne, że cokolwiek zrobie, nie czeka mnie nic wyjątkowego?

Noo, niebo w sumie nie jest wyjątkowe.

Cytat: i nie mogę zrozumieć jak można papieża nazywać ojcem świętym ?!!!?

Jeden z nich powiedział "Zobaczcie, ile bajka o Jezusie Chrystusie nam dała"

Niemniej jednak jeśli wiara w niego zaczyna powodować cuda (tak jak uzdrowienia JP II) bo ludzie wierzą, że jak Papież się pomodli, to nie ma bata, choroba zniknie i to się dzieje (znów kwestia tego jak i w co wierzysz) to Papież się czasem przydaje

andre - jako ateista, jak sądzisz, skąd wziął się wszechświat i człowiek?

PS Modzi, jeśli damjan7 obraża czyjeś uczucia, to rozumiem, że ja powinienem mieć ostrzeżenia, za obrażanie uczuć NW, i na odwrót? ?

dnia 2007.08.28 22:26, w całości zmieniany 1 raz

Ten post jest takze wyrazem mojego rozgoryczenia tym co glupcy robia w Polsce z Polska ! To tez jest moj kraj ! Nadal staram sie wierzyc, ze haslo " z glupota nie wygrasz" jest falszywe !

Czy chcesz nam powiedzieć, że optujesz za "oczyszczeniem" Polski z mniejszości narodowych????

Kobieto, skad takie wnioski, oczy z orbit wychodza, o czym Ty piszesz ????

Tragizm Maxia polega na tym, że uwierzył w bajkę o Wielkim Izraelu...
Maxiu nie potrafi za żadne skarby świata zrozumieć, że dla Palestyńczyków ta ziemia jest ziemią ojczystą...


Oj ! Ale sie narobilo ! Bajka ? A moze zal Ci, ze ktos ma marzenia Ciebie a na to nie stac ?

Moment. Maxiu nie pisze o swoich marzeniach tylko o swoich uczuciach i emocjach. O swojej nienawiści do Palestyńczyków. Nienawiści, którą naprawdę czuje, a która nie wzięła się z powietrza ani też z tego co konkretnie jacyś Palestyńczycy mogli uczynić jemu czy też jego rodzinie.
Jego nienawiść, jak każda nienawiść wzięła się z poczucia bezsilności...
Jej źródłem stało się to, że Maxiu uwierzył w ideę Wielkiego Izraela, która jest przecież utopią (a każda utopia nie jest przecież niczym innym jak tylko bajką!).
Żeby ta idea mogła się ziścić ziemie "izraelskie"muszą opuścić Palestyńczycy. No a oni dobrowolnie (no bo z jakiej racji skoro to jest ich ziemia ojczysta!) nie chcą tego zrobić... No i Maxiu ich za to nienawidzi... bo nic innego nie może przecież zrobić, jest bezsilny w tej sprawie. W żaden sposób nie może przecież doprowadzić do tego aby Palestyńczycy się wynieśli...
I stąd to przekonanie o "okupacji" ziem "izraelskich" przez Palestyńczyków...
Oczywiście, jedynym wyjściem z tej sytuacji jest to, aby Maxiu pogodził się z faktami, czyli z tym, że Palestyńczycy będą na tej ziemi mieszkać i że to Izrael te ziemie okupuje... Problem tylko w tym, jak do tego przekonać Maxia (i innych, którzy myślą jak on)...

Ok, ludności, wiem że niektórzy z was mają podobno dosyć "romansideł", lecz potrzeba mi rady xP Otóż napisałam dwa wiersze na ten konkurs walentynkowy: Jeden jest smutny, drugi raczej weselszy XD I nie mogę się zdecydować. Poradzi mi ktoś? ^^

"Na marginesie Twoich myśli"

Zawsze, gdy wierzę w dobre zakończenie,
Coś musi zniszczyć mą nadzieję.
Zderzam się z brutalną rzeczywistością
Z niebezpieczną prędkością.
Za dużo książek się naczytałam.
Za dużo sobie w życiu wyobrażałam.
Świat nie jest barw pięknych paletą.
A ja, zamiast być dla Ciebie kimś ważnym, jestem tylko kobietą,
Która w Twe słowa uwierzyła.
Która dla Ciebie się poświęciła...
W zamian zostałam zepchnięta na bok,
Jestem dla Ciebie jak ten ludzi tłok:
Kolejna z wielu... Nic nie ważna...
Co z tego, że w uczuciach swych odważna...
Nie wzrusza Cie to, że stoję pod Twego serca drzwiami
I pukam do niego dniami i nocami
Wciąż wierząc, że otworzysz je przede mną...
Lecz ono jest fortecą dla mnie na wieki zamkniętą...
Jestem na marginesie Twoich myśli.
Nigdy o mnie już nie pomyślisz.
Jedna randka: już zaliczona...
Moja bajka z Tobą jest skończona.
Nie będzie już rozdziałów dalszych.
Nie znasz pojęcia o uczuciach trwalszych
Od skały, fali wody...
Uważasz, że z miłością są same kłopoty,
Dlatego zepchnąłeś mnie na dalszy plan,
Gdzie mówimy sobie, jakby nic, znów "Pani/Pan".
Udając, że miedzy Nami nic się nie zdarzyło...
A ja patrząc na te zdjęcia mam dowód, że to przecież było...

"Piosenka z dedykacją"

Nigdy nie myślałam, iż ludzi może połączyć piosenka...
A to ona zadziałała dla Nas jako zachęta,
By wyciągnąć dłonie ku sobie
Wiedząc, że żadne z Nas nic nie odpowie,
Tylko damy ponieść się chwili.
Byśmy teraz się przytulili,
Zaglądając sobie głęboko w oczy
I nie widząc w nich odmowy.
Niby to tylko sekundy, a wieki trwają,
Kiedy to Nasze ciała za pomocą gestów rozmawiają.
Kiedy to nasze usta zatapiają się w sobie.
Kiedy mój wzrok ma marzenia Ci powie.
Ta piosenka, którą z dedykacją dla mnie zagrałeś
Sprawiła, iż już mnie w garści miałeś.
Zdobyłeś mnie z piosenki pomocą.
Nasze serca teraz biją do siebie ochoczo.

Talinio, po pierwsze: nie rób ze mnie troglodyty i nie imputuj mi jakiegoś odrzucania, po drugie: najpierw sprawdź czyjeś słowa, zanim zaczniesz go źle rozumieć, po trzecie: jak już piszesz o miłości, to postaraj się przynajmniej w swoich postach być czasami czasem (rozumiem, że będzie problem z brodą, ale mogę pożyczyć Ci swojej).

W bajce o uczuciach tylko Miłość do tego miana może pretendować, stąd i nie dziwi, że została sama. Bajka jest niekonsekwentna, bo Miłość nie zauważyła, że Mądrość nigdzie nie odpłynęła.

Ale to się niekiedy Miłości zdarza, że taka zakochana w sobie, taka w siebie zapatrzona, że Mądrości nie dostrzega, a Mądrość cihutko i skromnie siedzi przy miłości i nie śmie ją nawet rozpraszać z tego zapatrzenia.

I Wiedza także nie opuściła Miłości, ale to pewnie dlatego, że lubi towarzystwo Mądrości, choć niekiedy chadza własnymi drogami, wszak wie, że Mądrość sobie bez Wiedzy poradzi, choć odwrotnie nie zawsze.

Bez filozofii, która przecież nie jest niczym innym jak Umiłowaniem Mądrości, czyli Miłością Mądrości to ciężko jest pojąć sens takich bajek, choć, oczywiście, powtarzać je z pamięci można zawsze w oczekiwaniu na nadejście jakiegoś filozofa, który odkryje przed nami ich sens.

A na koniec to trochę pokręciłaś, bo zapewne słyszałaś, że mądrość Boża na samym początku unisiła się nam wodami, zanim Bóg stworzył zwierzęta i ludzi. To teraz pomyśl, czy Miłość Boża jest dla Ciebie Samozachwytem Boga Nad Samym Sobą, czy Miłość Boża ukochała nas dopiero wtedy, gdy Mądrość powzięła zamysł stworzenia człowieka.

Wszak kochać znaczy poznać.

Możesz o tym przeczytać w Księdze Jeremiasza : "Zanim ukształtowałem cię w lonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię".

Bóg nas zna i dlatego może nas kochać. My Go musimy poznać, aby Go pokochać, Jego i Jego stworzenia, naszych braci.



"Piotruś i Wilk" to trwająca zaledwie trzydzieści minut animacja, która zapiera dech swoją wielkością – nie tylko inscenizacji, ale także przesłania. Opowiadana w niej historia nie jest bajką, a baśnią, bo pozwala nam oswoić chaos własnego ja i otaczającego nas świata. Suzie Templeton – scenarzystka i reżyserka filmu – słusznie podjęła decyzję o tym, by pokazać mroczne siły i okrucieństwo, jakich doznajemy w życiu.
Film przeznaczony jest dla dzieci i dorosłych. Bez względu na wiek przeraża nas i jednocześnie fascynuje bestia. Zło jednak nie tylko przychodzi z zewnątrz, jest w nas samych, w naszych złych uczuciach, z którymi tak często trudno sobie dać radę. Piotruś, który staje w oko w oko z Wilkiem, nie tylko konfrontuje się z siłami zewnętrznymi, Wilk nie stanowi jedynie zagrożenia, które przyszło z lasu, chłopiec musi się skonfrontować z własnym wnętrzem – ujarzmić dziką bestię w sobie, by ostatecznie jej zaufać i uwolnić ją. Od przygody z Wilkiem inaczej będzie go postrzegał Dziadek, inaczej będą na niego patrzeć rówieśnicy, którzy dotąd nim pogardzali. Stanie się tak dzięki przemianie, na którą się odważył.
źródło:www.filmweb.pl

ed2k://|file|Piotru%C5%9B.i.Wilk.2006.rmvb|99409101|0F9F9B3AC071D2126EC42E92419EC6A8|/


Pełna nazwa Piotruś.i.Wilk.2006.rmvb
Format : RMF
Rozmiar pliku : 94.8 MB
Czas trwania : 29min.
Przepływność bitów : 447 Kb/s

Wideo #0
Kodek : RealVideo 4
Kodek/Info : H264, RealVideo 9
Czas trwania : 29min.
Przepływność bitów : 383 Kb/s
Szerokość : 0 piksel
Wysokość : 1342 piksele
Przepływność ramek : 0 r/s
Rozdzielczość : 0 bit

Audio #0
Kodek : Cooker
Kodek/Info : Real Audio G2/7 Cook (low bitrate)
Czas trwania : 29min.
Przepływność bitów : 64 Kb/s
Kanał(y) : 2 kanały
Rozdzielczość : 16 bitów
SampleRate : 44100

"Visionaries: the knights of light"


To po polsku ta kreskowa Kosmiczne Wojny? Akcja rozgrywa sie na Ziemi, a ludzie jeszcze sa jako malpy?

mOrF3u$ - Kucyki Pony to odjechana bajka, taka o uczuciach i przyjazni.

A mi się wydaje, że profesor nie zakochał się w Lenie. To nie jest możliwe, aby zakochać się w ciągu jednej godziny. A on już po jednej godzinie znajomości wypytywał się, czy pani Starska będzie na odczycie (czy tam czymś innym). To jest człowiek władczy. Chce mieć wszystko, co tylko mu się spodoba. Nie uznaje odmowy. To dlatego będzie starał się o Lenę. Ale on nie będzie chciał się z nią związać na długo, on chce ją po prostu, jak to się brzydko mówi, przelecieć. Co z tego, że jest wykształcony i ma maniery? Gdyby Lena była inna, zrozumiała jego intencje i już dawno poszła z nim do łóżka, to wyjechałby sobie spokojnie do Londynu. Ale jak mu się kąsek opiera, to on nie da za wygraną. Ale nie z miłości, tylko dla czystej przyjemności. Moim zdaniem to jest człowiek nieuczciwy. Jestem pewna, że Leny nie kocha jeszcze z innego powodu. On jest przeciwieństwem Latoszka chyba we wszystkim. To z pewnością JEST celowe. Skoro wszystkie zgadzamy się, że Latoszek jest stały w uczuciach i nie wskakuje pierwszej lepszej pannie pod koc dla przyjemności (przynajmniej do tej pory tak było), to profesor pewnie ma odwrotnie. Skoro Latoszek kocha Lenę, to profesor nie. No chyba, że scenarzystom się pomieszało i wszystko odwrócą: profesor zakocha się w Lenie, a Latoszek odkocha.

Jeżeli jedna strona zdradza, to oczywiście druga strona nie musi już dochowywać wierności. Nie ma takiego obowiązku. Ale jeżeli to zrobi, nawet w takich okolicznościach, to oznacza, że i z tej drugiej strony uczucie było tak samo marne. Bo nie da się tak szybko zakochać w drugiej osobie, jeżeli uczucie jest silne. Tak samo trudno jest wybaczyć zdradę, ale jak się kocha, to się wybaczy. Oczywiście pod jednym warunkiem: że partner się przyzna, będzie żałować i obieca, że już nigdy tego nie zrobi. Kuba wybaczył Zosi, bo ją kocha. A Pawica Kasi nie wybaczył. I tu chyba nie chodzi o jego charakter. Przecież nie jest złym człowiekiem. Po prostu widocznie kochał ją średnio. Dorota jest w stanie przyjąć Sambora po tym jego skandalicznym zachowaniu. Jacek był w stanie zaakceptować nie tylko dziecko Moniki, ale także świadomość, że kochała/ kocha innego mężczyznę. To o czymś świadczy.
I jeszcze jedno. Kiedyś napisałam. że nigdy nie wierzyłam w wielką miłość Kasi i Adama. Pamiętam, że Ania odpisała, iż my tego nie wiemy. Według niej uczucie między Kasią i Adamem było tak samo wartościowe jak między Leną a Latoszkiem (czy raczej: Latoszkiem i Leną). Według mnie jest inaczej. Podobnie z rezerwa podchodziłam do uczucia Z i K, chociaż w tym momencie pewnie się myliłam. Otóż wydaje mi się, że jak ludzie się kochają, to nie zrywają ze sobą. Nie wierzę w powroty. A tak było a Zosią i Kubą, Adamem i Kasią, Samborem i Patrycją. Dlatego nie życzę sobie, żeby LiL sie rozstali, pohasali sobie trochę z innymi partnerami, a potem wrócili do siebie. To nie ta bajka i nie ta jakość.

Właśnie i kto powiedział, że miłość jest usłana różami?? jednak nie jest ona 8 cudem świata,

miłość to nic innego jak: poświęcenie, oddanie, w pewnym stopniu zniewolenie, odpowiedzialność za uczucia, które przekazuje się drugiej osobie, no i wolny wybór..

- Poświęcenie.. to słowo mówi samo za siebie, poświęcasz wszystko dla jednej osoby, wszystko, czas, niekiedy przyjaciół, wolność, dotychczasowe przyzwyczajenie wszystko..

- Oddanie.. tu jest Twoja próba silnej woli, czy jesteś gotowa/y na pełne oddanie? wierność i tym podobne.. to też nie jest lekkie niestety..

- Zniewolenie.. owszem jest ono w związku i to każdym i nikt mi nie powie, że nie.. bo osoba która chce być z drugą osobą, jest gotowa się uwięzić w tym związku trwać w tej miłości, nawet jeśli przez to ma zmienić np religię na inną, albo wyjechać z kraju do innego, byle tylko być z ukochanym.. a więc nie ma się tu tej wolności, jest się niewolnikiem w takiej miłości..

- Odpowiedzialność.. tego nie muszę chyba tłumaczyć, co to znaczy.. niestety łatwo jest powiedzieć drugiej osobie " kocham Cię" po to tylko, aby być przez jakiś czas z tą daną osobą być.. ale ciężko jest naprawdę pokochać z całym sercem pełną odpowiedzialnością.. niestety to nie jest łatwe.. dlatego ponad 70% ludzi woli zapewniać o swoich nieprawdziwych uczuciach, po to aby iść z drugą osobą do łóżka i zaspokoić swoje potrzeby.. ale to, że ta właśnie druga osoba naprawdę pokochała, to to już nie jest ważne.. ( i to są właśnie po większej części mężczyźni, którzy tak postępują..) i po, co to robią..? na to pytanie nigdy nie odpowiemy, bo nigdy tak naprawdę całej prawdy się nie dowiemy..

- Wolny wybór.. no to też jest ciekawe zagadnienie.. powiada się, że człowiek po skończeniu 18 roku życia jest już pełnoletni, dojrzały, dorosły.. i może dokonywać życiowego wyboru.. co chce robić.. ale czy rzeczywiście młodzi ludzie od 18 do 30 roku życia wiedzą czego naprawdę chcą od życia? wiedzą co to miłość i poświęcenie, partnerstwo, oddanie, odpowiedzialność?? ja myślę, że nie!! i dlatego właśnie jest jak jest. że młodzi ludzie, którzy mają ten wolny wybór i wchodzą już w ten świat dorosłych, błądzą popełniają błędy, za które niestety płacą przez całe życie, bo albo za szybko biorą ślub, bo wpadłam/em.. albo za szybko poczuli do siebie tę mięte.. która okazała się być tak naprawdę trucizną potem.. i wówczas już po roku biorą rozwód.. bo okazało się, że przed ślubem było cudownie a po ślubie pokazał/ła prawdziwe oblicze i już tu nic nie pasuje...

więc nic dziwnego, że jest coraz więcej singli, coraz więcej..

Dlatego ja uważam, że

-po pierwsze.. młodzi ludzie do 30 roku życia, nie powinni się wiązać i zakładać rodziny..tylko korzystać z młodości

-po drugie..porządnie się zastanowić czy aby na pewno chcemy się poświęcić i zakładać rodzinę itp..

jednak miłość to nie bajka ale nie jest niczym idiotycznym pod warunkiem, że obie strony są gotowe na takie poświęcenie, są gotowe razem pchać przez życie ten bagaż.. jeśli tak.. to wówczas taka miłość jest idealna i nie powtarzalna prawdziwa i jedyna w swoim rodzaju..

ale gdzieś, taka miłość naprawdę istnieje.. tylko wymaga właśnie tych wyrzeczeń..bo bez wyrzeczenia nie ma nic!

Tylko ja mam pytanie.. skoro miłość jest czymś pięknym to czemu my ludzie musimy taką wysoką cenę za nią płacić..? bo tego nie rozumiem!

Nie wiem, czy dobrze mnie zrozumiecie i czy dobrze to wytłumaczyłam..? ale mam nadzieję, że tak!

Dlatego mam pytanie do Was, co Wy o tym sądzicie, czy właśnie tak jest?[/b]

Od czasu pisania o sobie kilka faktów się zmieniło. Piszę więc raz jeszcze. Dla własnej przyjemności.

Jestem drażliwa. Drażliwa wyjątkowo i na niemiły sposób, polegający na wygłoszeniu kilku uwag, i późniejszej pamięci tego, co sprawiło, że znalazłam się w takim stanie. Z tego prostego zdania wynika również moja pamiętliwość. Równie nieładna cecha, zwłaszcza w połączeniu z uporem. A uparta jestem, jak zwykła rodzina mówić, jak osioł. Nie zmieniam zdania łatwo, a jeśli już zmieniam to tylko dlatego, że sama coś zrozumiałam. Ustępuję, gdy mi na kimś zależy, bądź gdy uznaję, że w przyszłości może mi to przynieść więcej korzyści. Gdy coś sobie postanowię, zawsze to osiągnę. Staram się być konsekwentna i stała w odczuciach. W uczuciach również, aczkolwiek serca nie mam. Podobno.
Nienawidzę więzów, ograniczeń mojej wolności i – przede wszystkim – prób zmienienia mnie, wpłynięcia na moje zachowania, bądź zmuszenia mnie do określonej reakcji. Nie lubię też, gdy ktoś sądzi, że lepiej ode mnie wie, co czuję bądź myślę. Ale zdaje mi się, że każdy tego nie lubi.
Stronię od ludzi w nadmiarze. Jestem aspołeczna, aspołeczna w sposób wyraźny, który jednakże lubię. Ktoś mi kiedyś powiedział, że zbyt dumna – może i w tym coś jest. Tego jednak zmieniać nie mam zamiaru, bowiem nie będę pchała się do ludzi. Nie widzę w tym celu. Tak, jak i w narzucaniu swojej osoby, gdy jest ona niemile widziana bądź obojętna. Gdy ktoś chce mnie znaleźć – wie, gdzie jestem. Pomogę, jeśli będzie to potrzebne. Pomogę, bo będę chciała pomóc. Jeśli, oczywiście, to będzie w zasięgu moich możliwości.
Lubię tradycje, zapomniany już zwyczaj zapraszania gości, wszystkie formalności, jakie się z tym wiązały. Punktualność, konsekwencję i dotrzymywanie słowa.
Kocham świat. Kocham samotnie chodzić po lasach, leżeć na łące i wpatrywać się w niebo. Uwielbiam gwieździste noce i księżyc w pełni, szelest trawy i zawodzenie wiatru. Szum morza, którego nie słyszałam tak dawno. I góry. Nasze Bieszczady, Połoniny o świcie, kołyszące się trawy, bliskie niebo i poczucie szczęścia, gdy pnie się w górę szlaku.
Noc zawsze mnie przyciągała. Chwile, w których jestem tylko ja, cisza, i to ulotne wrażenie, pojawiające się tylko z dala od wszystkiego.
Posiadam szereg w większym lub mniejszym stopniu rozwiniętych umiejętności do życia codziennego zgoła niepotrzebnych. Piekę, i uwielbiam szarlotki. Gotować też się zdarza. Rysuję, choć nic to nadzwyczajnego, piszę, choć i tego nie robię w stopniu zadawalającym mnie samą. Wiersze, z których przeważnie nikt nic nie rozumie, i opowiadania. Które tak naprawdę podobają się chyba tylko mi.
Niemniej, nie obchodzi mnie to. Bo wszystko, co robię, robię dla siebie. Miałam kiedyś, ba, do tej pory mam, głupią chęć robienia czegoś dla innych, ale nie mi oceniać, jak mi to wychodzi. Pewnie nijak. Egoistką też jestem, ale każdy człowiek jest egoistą. W takim, bądź innym stopniu.
Dużo milczę. Choć zależy to jeszcze, przy kim, ale z zasady wolę słuchać, niż mówić. Czasami mówię za to za dużo o sobie. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie.
Nie boję się. Przestałam się bać jakiś czas temu, podczas jednej z nocy, jednego z wieczorów daleko od świata i codzienności. Zostały mi jeszcze tylko lęki zwykłe, ludzkie. Ale i tych jest coraz mniej. Nie chwalę się. Bo to, co ja nazywam swoją odwagą, jest w tym naszym, rzeczywistym świecie odczuciem zapomnianym i nieprzydatnym.
Posiadam spaczony system wartości i zachowań, który dla innych często bywa niezrozumiały. Aczkolwiek trzymam się go ściśle. I nic tego nie zmieni.
Słowa danego sobie bądź komuś nie łamię nigdy. Do tego, poprzeczka powinna być postawiona wysoko. Gdybym nie sprostała i złamała coś, co przyrzekłam, nie zostałoby mi nic prócz pogardy dla samej siebie. Bo kim byłabym, gdyby moje słowa były nic nie warte? Kim byłabym, gdybym łamała dane obietnice?
Oczywiście nie mówię tu o idiotyzmach, typu ofiarowanie cukierka, czy upieczenie ciasta dla kogoś. Są to sprawy malutkie, a obietnice równie delikatne. Mowa raczej o tych większych, ważniejszych.
Co ponad to…? Chyba ja sama powiedzieć nic więcej w tej chwili nie mogę. Zapewne świat by mógł. Ale będzie milczał, jak robi to zawsze.

Och, zapomniałabym. Dziękuję Siostrze. Za to, że jest, choć jest nie zawsze. Przynajmniej tyle mam z tego życia, choć i tak słowo „przyjaźń” wciąż jest przeze mnie stosowane ostrożnie. I bardzo rzadko. Ty zresztą wiesz, kochana.

Ale to już inna bajka

Bajki, które leczą!
Rozwój dziecka

Czy Twoje dziecko czasami się czegoś boi? Każde dziecko miewa jakieś lęki... Niektóre z nich są dla nas dziwaczne lub nawet absurdalne. Czasami dla nas rodziców nie jest o nich łatwo z dzieckiem rozmawiać i je wyjaśnić. Nie oczekuj, że Twój szkrab Ci racjonalnie i logicznie wyjaśni o co chodzi. Dla dzieci ich lęki są jednak bardzo rzeczywiste i mogą bardzo mocno wpływać na zachowanie Twojego maluszka..

Przykłady można by mnożyć i każde dziecko jest inne. Czasami wydaje się, że w ciemnościach w szafie czai się potwór, odkurzacz wydaje się być czymś groźnym, stary zegar tak dziwnie tyka, jakby coś w nim było. Dzieci boją się lekarzy, złych snów i wielu, wielu innych równie groźnych spraw. Jak się jest malutkim - świat może się wydawać taki ogromny i groźny!

W takich sytuacjach bardzo może pomóc bajka opowiedziana przez Mamę lub Tatę!

Poczuj się na chwilę jak mały szkrab... Wyobraź sobie, że spokojniutko leżysz sobie w ciepłym łóżeczku... Jest wygodnie i miękko... Jest Ci dobrze i nic Ci nie grozi... A ktoś, komu ufasz opowiada spokojnym głosem historię, która wydaje się być znajoma. Jakieś dziecko, trochę takie jak Ty, miało podobne kłopoty jak Ty. I tak samo się na początku bało, płakało i chciało uciekać... Ale okazało się, że to czego się tak bardzo bało - wcale nie było takie straszne... I to dziecko poradziło sobie z tym i cieszyło się tak bardzo. I było bardzo dumne z siebie... I Mama i Tata byli z niego tacy dumni... Czy to nie wspaniałe?

Takie bajki to świetne lekarstwo na kłopoty wielkiego świata, które zdają się przerastać Twojego szkraba. Niektórzy mówią na nie - bajki terapeutyczne.

Oto kilka elementów, które warto w nich uwzględnić:

główny bohater bajki

To nie powinien być Twój szkrab, ale ktoś do niego podobny. Twoje dziecko powinno się utożsamiać z nim - powinno mieć poczucie, że to co da radę bohater bajeczki, ono też może. Na pewno zmień imię, ale raczej zostaw wiek, płeć i możesz wspomnieć coś o innych podobieństwach. Jeżeli Twój synek lubi budować z klocków, możesz wspomnieć, że taki jest też bohater bajeczki. Jeżeli ma ulubionego zwierzaka, ulubioną zabawkę - warto o tym też wspomnieć. Stworzy to poczucie więzi i wciągnie bardziej w bajeczkę.

magia i bajkowość

Nie przesadzaj z tym. Twoje dziecko powinno mieć poczucie, że świat jest podobny do naszego i to co zdarza się w bajce może się zdarzyć też tutaj. To nie może być tak, że pojawia się wróżka, która rzuca czar i wszystko się dobrze kończy. Dziecko ma poprzez bajkę zobaczyć, że również u niego ten problem da się rozwiązać.

radzenie sobie z trudnościami

Warto pokazać dziecku, że dobrym sposobem radzenia sobie jest otwarta rozmowa. Dlatego dobrze gdy w bajeczce pojawia się ktoś, komu bohater bajki się zwierza i z którym ustalają co dalej. Niech porozmawiają o uczuciach i obawach. Dziecko często nie potrafi takich rzeczy nazywać - bajka pomoże to zrozumieć. Zachęci też do otwartych rozmów z rodzicami o swoich problemach.

zakończenie

Nie muszę Cię chyba przekonywać, że te bajki powinny się szczęśliwie kończyć. To bardzo ważne. Nie powinny mieć jednak nachalnego morału. Pouczanie na koniec może efekt bardziej zepsuć niż wzmocnić. Ta opowieść powinna dziecku towarzyszyć - dawać nadzieję i wiarę w swoje siły.

a co po bajce?

Nie próbuj dziecku wyjaśniać bajki i tłumaczyć jak ta historia się ma do jego sytuacji. Jeżeli chce porozmawiać na ten temat - świetnie! Ale nic na siłę. Tą historię musi samo "przetrawić". Możesz za to zaproponować by narysowało scenkę z bajki - to utrzyma uwagę na historii i pokaże stosunek do niej.

Daję Ci tutaj podstawową wiedzę o bajkach terapeutycznych. Jestem przekonany, że na podstawie tego będziesz mógł już zaczynać wymyślać tematy i opowiadać.

Autor: Pawel Księżyk,
prowadzi bloga Zasypianki - bajki dla dzieci na dobranoc.
Znajdziesz tam też inne bajki terapeutyczne.
.

Tagi: bajki terapeutyczne dziecięce

Legenda o Walentym i Walerianie

Walentego kochali wszyscy. Kochali się z niego naśmiewać, kochali go prowokować, kochali go upokarzać. Nie miał im tego za złe. Nikomu nic nie miał za złe, bo nie był specjalnie lotny w swoim jestestwie. Był wioskowym głupkiem i nie za wiele rozumiał z tego, co się do niego mówiło. Lubił, kiedy ludzie patrzyli i uśmiechali się. Czuł się wtedy kimś ważnym, lubianym i akceptowanym. Oduśmiechał się do nich swoim prawie bezzębnym uśmiechem i bawił się doskonale razem z nimi. Jedyną rzeczą, którą Walenty znał doskonale była miłość. Nie martwił się, że natura nie dała mu mądrości, czy urody, skoro dostał to jedno, cudowne i obezwładniające uczucie. Chłopak kochał życie, bo dawało mu słońce, bzyczenie pszczół nad letnimi kwiatami, wycieczki po lesie. Kochał ludzi, bo choć często sprawiali mu przykrość, to o wiele częściej czuł, że są dobrzy. Niektórzy pomagali mu, kiedy było mu ciężko, pozwalali odpoczywać na swoich podwórkach, dawali mu wodę w skwarne dni i łakocie podczas świąt. Tak, kochał świat. Pewnego dnia jednak odkrył, że było na tym świecie coś, co kochał najbardziej – kobiety. One były piękniejsze niż wszystko, co do tej pory widział. Zakochiwał się więc na nowo każdego dnia. Wystarczyło, że słońce błysnęło w jej włosach, czy uśmiechnęła się do niego bardziej promiennie, a już zapadał się w jej oczach jak w studni, już tonął w swoich uczuciach i umierał z miłości. Była to jednak zawsze nieszczęśliwa i nieskonsumowana miłość. Kobiety jakoś nie potrafiły kochać. Tak uważał. To się chyba nazywało dedukacja czy dywersja. Skoro kochał tyle kobiet, a jego żadna, to prostym, chłopskim rozumem stwierdził, że kobiety nie potrafią kochać. Nie rozumiał, co prawda, czemu inni mężczyźni mają kobiety, ale jakoś bardzo się tym nie przejmował. Słyszał kiedyś jak tatko mówili do sąsiada, że rudy Mundek płaci za miłość tym dziewczynom, co to pod lasem stoją w takich kusych spódniczkach. Walek kochał bez pieniędzy, ale widocznie kobiety tak nie umiały. Ubolewał czasami nocą, że był zbyt biedny, żeby go kochały, ale później wstawał dzień i życie znów było piękne, a dziewczęta otaczały go ze wszystkich stron. Pewnego dnia, po takiej ciężkiej nocy, chodząc po lesie, spotkał największą miłość swojego życia. Siedziała na przydrożnym kamieniu i wyglądała jakby czekała właśnie na niego. Była piękna! Natychmiast zrozumiał, że wszystko to, co go otacza jest właśnie dla niej. Słońce, chociaż traciło przy niej wiele swojego blasku, świeciło z jej powodu. Kwiaty pachły i kwitły tylko dla niej, tylko po to, żeby mogła się cieszyć ich zapachem i urodą. Nagle zapragnął dać jej cały świat. Chodził do niej codziennie, zabawiał ją, dawał kwiaty, podarunki, słuchał jej żalu i marzeń. Czuł się bardzo ważny. Czerpał z tego związku ile tylko mógł, bo doskonale wiedział, że nie jest w stanie dać dziewczynie tyle pieniędzy, ile by chciała. Podczas spotkań dowiedział się o niej bardzo dużo. Między innymi tego, ze była królewną i na owym kamieniu czekała na śmiałka, który wykona trzy zadania i zostanie jej mężem. Pewnie musiał mieć przy okazji kopalnię złota, bo tak wysoko urodzone panny mają wymagania adekwatnie wysokie do swojego stanu. Odwiedzał ją, w każdym razie, i cieszył się, że choć ona nie miała dla niego specjalnych uczuć to pozwalała chociaż kochać siebie. Zastanawiał się tylko, kiedy ta bajka się skończy. Trwała dłużej niż się spodziewał. Już nawet myślał, że świat o jego królewnie zapomniał i zostawił mu w nagrodę za miłość, ale próżna była jego nadzieja. Pojawił się rycerz i zauroczył królewnę tak, że przestała zwracać uwagę na Walentego. Bardzo to przeżył, bo pierwszą, prawdziwą miłość zawsze się przeżywa, a jej stratę trzeba odchorować jak najgorszą grypę. Tatko zauważył od razu, że z jego synem kochającym wszystko i wszystkich dzieje się coś złego. Postanowił temu zaradzić. Chodziła fama wśród wioskowych, że najlepszym przyjacielem człowieka jest koza, więc tatko postanowił takową zakupić. Ten dzień był drugim dniem, który Walek uznał za najważniejszy i najpiękniejszy w swoim życiu. Koza o imieniu Waleriana okazała się idealną towarzyszką wiecznie zakochanego chłopaka. Kiedy układał sobie listę rzeczy, za które ją kochał, zawsze znajdował ich setki. Najważniejsze dla niego było to, że była pierwszą i jedyną kobietą, która kochała go bez opłat. Uwielbiał i opiekował się nią, a ona oddawała mu uczucia. Bardzo lubił trzymać ją za róg, kiedy wychodzili na spacery. Kiedy z jakiegoś powodu tak nie robił, to ona trącała pieszczotliwie nosem jego dłoń. Kochali się mocno i bezinteresownie. Ludzie z początku śmiali się z tego uczucia, ale z czasem powoli się do niego przyzwyczajali. Dla wszystkich było już codziennością w chwili, kiedy Walek nie pojawił się, jak każdego ranka, w wiosce ze swoją Walercią. Kilka osób zastanowiło to nawet, ale wioska się rozrastała, wszyscy mieli pełne ręce roboty i nikt nie poświęcił temu wydarzeniu drugiej myśli. Z czasem jednak zatęskniły zgorzkniałe, ludzkie serca do wielkiej miłości. Co roku, w dniu zniknięcia Walentego i Waleriany wszyscy zaczęli obdarzać się podarunkami i uczuciem. Zakochane dziewczęta trącały nosami dłonie chłopców, a chłopcy trzymali dziewczęta za rogi mniejsze lub większe. Nawet kobiety spod lasu tego dnia nie brały za miłość pieniędzy, a obdarzały nią każdego. Dzięki wędrownemu handlarzowi święto zyskało sławę na całym świecie, wzięło imię od wioskowego głupka – Walentego i obchodzimy je do dziś.

zagladanie a granie to 2 rozne sprawy :)

skasowac mi sie niepozwalasz.
a problem by byl zalatwiony - nowej psotaci zalozyc nie moge stara bym skasowal i mialbys mnie w mudzie z glowy.

tak wytocz mi dziennik - gdy prosilem cie o odblokowanie moich postaci.
prosilem o ynosa by zadowolic twa proznosc gdy prosic kazales.
napsialem tez kiedys przy okazji jakiejs rozmowy ze skoro juz w humorze jestes to mozesz odblokowac reszte moich postaci.
jednak nie rposilem o to i rposic nie zamierzalem.
zreszta wyjasnilem na forum tzm dlaczego.
no ale ok, przypomne - napsialem ze nie zamierzam przepraszac gdy nie wiem za co - masz od razu odpowiedz na to co napsiales wyzej. pisalem wyraznie ponad pol roku temu rowneiz o przeprosinach. nie jest prawda ze nie potrafie przepraszac - potrafie. potrafie tez przyznac sie do bledu.
dla gerina i jemu podobnych polecam fragment "to jego mod, nie moj".
zreszta wszystko to co naspailem wtedy aktualne ejst nadal :>
oprocz daty ;)
no ale do rzeczy:

======
[stukilowy obrazek - nie, dziękuję --Lam] - (mi sie wydawalo ze taki zdolny informatyk potrafi zablokowac przesylanie obrazkow albo ograniczyc ich "wage" do wlasnych upodoban... i mial 94k - ok wrzuce tekst)
======
Nie Lis 06, 2005 8:47 am
Zeriks napisał:
No właśnie zdjęli by Ci bana i by była fajna zabawa.:)Gawain się rozkręca ja też pomalutku.
(...)

Odpisalem mu:

raczej nie zdjeliby mi :)
powody masz wyzej :)
1. nie chca mnie tam :) - oczywiscie wladze i ich przydupasy, ktore sieja propagande jaki to ja jestem zly :)
bo oczywiscie sa osoby ktore mnie lubia wbrew opini szczegolnie lama ;p
2. musialbym wiedziec za co dostalem tego bana konkretnie :) a tego oczywiscie nikt mi nie powie.
bo oczywiscie powod zbanowania wszystkich postaci ejdnego gracza musialby byc powazny :)
a czy ja zrobilem cos powaznego oprocz tego ze nie palalem sympatia do kilku osob? i mowilem otwarcie o tym co mi sie niepodobalo?:>

moglbym np uslyszec: obraziles tego i tego.
wtedy jak by to sie mialo do sytuacji gdy ja bylem wielokrotnie obrazany obelzywymi wyzwiskami przez np gerina...
itd... :) analogicznie.
3. musialbym byc przekonany kto mi tego bana dal :) tego tez sie raczej nie dowiem :) mysle ze wiem kto ;) ale pewnosci nigdy miec nie moge.
4. musialbym sie plaszczyc przed kims - a na to niepozwala mi moj honor. moge przepraszac gdy czuje sie winny i wiem ze zrobilem cos zlego. takiego poczucia nie mam - nie mam zielonego pojecia w czym zawinily na lacu moje postacie :)
5. pewnie musialbym siedziec cicho i nie klapac jadaczka - a tego nie zrobie :) jeste bylem i bede soba :) a to przeszkadza zbyt wielu... a przepraszam ;] - kilku osoba. wiec tez odpada :)
a czy lac zyskal na tym ze mnie na nim nie ma?
sami ocencie :)
zyskal lam :)
a w koncu to jego mud :) nie moj ani wasz...
tak wiec skoro mnie sobie nie zycza to nie bede sie pchal na sile bo grac w sumie bym mogl... ale nie zamierzam sie ukrywac po katach i udawac kogos innego kim nie jestem.
tak samo jak nie mam zamiaru zmieniac swojej opini po tym jak grac juz swoimi postaciami nie moge :)
nie moge i tyle lac to nadal lac a ludzie ciagle ci sami ;p niektorych lubie innych nie ;p niektorym mam ochote skrecic w grze kark ;p a innym pomoc itd ;p
nie obrazilem sie na caly swiat ;p i na pewno nie bede sial negatywnej propagandy w stosunku do muda a wrecz przeciwnie ;p
chcoiaz pewnie wiele osob szczegolnie ci ktorzy z faktem iz mnie nie am sa zadowoleni bedzie zawiedziona moim postepowaniem ;p
hehe mnie sytuacja bardziej rozbawila niz zdenerwowala - chociaz pewnie intencje ktos mial inne. ;p
======

co do kolejnych zarzutow:

doceniam cie.
wytykam jakies bledy.
nie wysmiewam twoich szczerych uczuc.

powtorze nie klamie.

skoro uwazasz ze nalezalby mi zamknac usta - dlaczego tego nie zrobisz?
dla jakiegos mojego zwycistwa? nie odebralbym tego jako zwyciestwo.
co wiecej z toba walczyc nie mozna - walka smietnelnika z bostwem ma z gory ustalony wynik. nie walcze z wiatrakami, nie zawracam kijkiem wod z zatoki, nie przniose gory nibel.

co cenisz bardziej? rzesze wyznawcow ktora mysli podobnie jak ty - czy poczucie ze przegralbys jakas pyskowke z kims kogo nie szanujesz?

meczennikiem - aj za kogo ty mnie masz.
ja nie musze i nie robie tego pod publiczke.
gdybym mial taki zmaiar zrobilbym to zupelnie inaczej...

no tak... ale znow nie odniosles sie do meritum. cchialo by sie rzec jak zawsze... wybrales to co wygodne i przerzuciles dyskuje na inne tory.

co wiecej czytam ze gdybym cos tam to "w porzadku" oj lamie , lamie - dla kogo ta bajka? mamy prawie 24. male dzieci poszly spac, ze smarkaczy zostalem tylko ja.
co bym ja nie pisal to nic nie bylo by w porzadku :)
wsakze obiecales mi przeciez niedawno i calemu "naszemu" mudowi ze sie mnie stad pozbedziesz.

przeciez nie zapomniales.
kto tu gra pod publiczke?
komu to potrzebne?
przeciez i tak wiemy jaki bedzie koniec tej dyskusji ktora traktujesz w kategori pojedynku:
ja zamilkne twoje bedzie jako ostatnie i oczywiscie jako jedyne sluszne i prawdziwe...

uczucia... jakies tam posiadasz - lubisz by prosic i przepraszac...
ale chyba nie o tych pisales...
wiec widac inne tez masz.
aj... wybacz. nie podejrzewalem ze tli sie jeszcze w tobie cos z czlowieka... a na boskich uczuciach slabo sie znam... wlasciwie to wcale...

wybacz.